Końcówka stycznia nie oznacza końca tego-miesięcznych premier dla Switcha. Ostatnio w eShopie pojawiło się Worlds of Magic: Planar Conquest.
Nie ukrywam, że nie jestem fanem strategii. Nigdy nie zdołałem wciągnąć się w wielkie obmyślanie planów podboju innych terenów, a zarządzenie zasobami traktowałem jako zło konieczne. Z tego powodu nie byłem zachwycony, gdy otrzymałem do recenzji dzieło studia Wastelands Interactive. I chociaż nie zmieniło ono diametralnie mojego nastawienia do gatunku, a dokładniej produkcji 4X, to mimo wszystko Worlds of Magic: Planar Conquest spodobało mi się bardziej niż bym mógł się tego spodziewać.

Jednym z najważniejszych elementów każdej produkcji jest dla mnie zawsze przedstawiana historia. Tu niestety nie ma powodów do pochwał. Nie chodzi o to, że historia jest marna, bynajmniej. Po prostu fabuła w ogóle nie występuje w Worlds of Magic: Planar Conquest. Gra oferuje tryb areny, w którym plansze są generowane automatycznie i naszym zadaniem jest pozbycie się wszystkich przeciwnych stron konfliktu, szybką rozgrywkę (w której zwiedzamy planszę, działając jak chcemy) oraz personalizowaną grę. Występuje też nie za długi, aczkolwiek dobrze napisany samouczek, który idealnie spełnia swoją rolę. Pozwala nam poznać mechaniki rozgrywki, jednocześnie nie przytłaczając omawianymi treściami. Dowiemy się, jak wysokość podatków wpływa na nastroje poddanych (nie warto przesadzać z osłabianiem morale – przeszarżujmy, a czeka nas rebelia), poznamy zasady rządzące wznoszeniem budowli i rekrutowaniem nowych jednostek, liźniemy też co nieco na temat poruszania kamerą i kursorem. Nie są to oczywiście wszystkie opisywane składowe rozgrywki, ale nie będę naturalnie referował wszystkiego, co znajdziemy w samouczku. Czego by o nim nie pisać, warto właśnie od niego rozpocząć naszą przygodę w Worlds of Magic: Planar Conquest. Ułatwimy sobie dzięki temu nasze perypetie w pozostałych wymienionych przeze mnie wcześniej trybach rozgrywki.

Moim ulubionym bez wątpienia jest personalizowana gra. Mamy w niej wpływ na ogromną ilość elementów, które decydują o dalszej rozgrywce. Możemy wybrać główne rodzaje mocy magicznych, z których będziemy korzystać, jak również rozmiar mapy, stosowane zaklęcia (a te wybieramy z listy mieszczącej kilkaset czarów!), nasz awatar, czy też odpowiednio lokujemy punkty rozwoju, tworząc tym samym postać pasującą do naszych preferencji. Bez wątpienia każdy znajdzie coś dla siebie w tym trybie i z niego Polacy mogą być dumni. Nie sądziłem, że tak bardzo przypadnie mi do gustu powracanie do rozgrywki w tym trybie i sprawdzanie swoich umiejętności po zmienieniu preferowanych dyscyplin lub zmodyfikowaniu rozmiaru planszy i tempa rozgrywki.

Ta jest bardzo rozbudowana i powinna zadowolić każdego fana gatunku. Nasze jednostki są symbolizowane przez pojedynczego bohatera, którym poruszamy po planszy. Najpierw wybieramy bohatera, po czym przesuwamy kursor w docelowe pole (mieszczące się w zasięgu ruchu) i wysyłamy w nie wspomnianą postać. Odkrywamy dzięki temu nowe fragmenty planszy i możliwości wchodzenia w interakcje z niewidocznymi wcześnie (skrywanymi za tak zwaną mgłą wojny osłoną) elementami. Należy jednocześnie pamiętać, aby bohater miał ze sobą stosowną dawkę prowiantu, dzięki któremu będzie w stanie przeżyć swoje eskapady. Napomknąłem o elementach, z którymi wchodzimy w interakcje. Tych jest całkiem niemało. Mamy skrzynie, kryjące złoto (niezbędne do stawiania budowli i opłacania jednostek), są też zapomniane jaskinie, w których kryją się nieprzyjaciele. Oprócz tego występują złoża surowców, czy warownie. Na brak różnorodności przy przemierzaniu terenu nie można narzekać, grając w Worlds of Magic: Planar Conquest.
Starcia mogą być przeprowadzane na dwa sposoby – automatycznie lub manualnie. Automatyczne są oczywiście zdecydowanie szybsze i polegają na przeprowadzeniu symulacji przez komputer. Szanse powodzenia naszego ataku są zestawiane z zagrożeniem ze strony oponenta, po czym widzimy efekt zasymulowanego starcia – rezultat walki oraz ewentualne premie – doświadczenie, złoto, surowce. O ile bardzo szybko można dorobić się w ten sposób nowych dóbr, o tyle nierzadko warto zdecydować się na samodzielne przeprowadzenie ataku. Raz, że dzięki temu możemy wygrać w pozornie niemożliwej do zwyciężenia potyczce (wiadomo, że ludzkie umiejętności nie mogą się równać z chłodną komputerową kalkulacją), a dwa, że bitwy potrafią wciągnąć. Stawiamy w nich jednostki na polu bitwy (automatycznie albo samodzielnie, jak wolimy), po czym kierujemy każdą z nich w odpowiednie miejsce, a jeśli mamy jeszcze stosowną wymaganą ilość punktów akcji, przypuszczamy atak na jednostkę przeciwną – czy to za pomocą magii, czy broną dystansową, czy orężem do walki wręcz. Założenia są proste, ale mnogość możliwości i broni są bardzo silną stroną recenzowanej produkcji i sprawiają, że aż chce się brać udział w jak największej liczbie potyczek.

Worlds of Magic: Planar Conquest na pewno nie jest najładniejszą grą dostępną na Nintendo Switch. Nie oznacza to jednak, że to brzydki tytuł. Oprawa graficzna jest po prostu nierówna. Z jednej strony mamy niskiej jakości tekstury podłoża, co widać zwłaszcza po przybliżeniu obrazu z kamery, jednak z drugiej strony zastosowano całkiem niezłe losowo występujące elementy na planszach, bardzo przyjemny dla oka interfejs i świetne karty awatarów. Przypadła mi do gustu także muzyka, odpowiednio łącząca dźwięki, które mogą się nam kojarzyć ze średniowiecznymi piosenkami, a jednocześnie odpowiednio podniosła, aby współgrała z wieloma bitwami. Muzyka jest w moim przekonaniu jedną z najsilniejszych stron recenzowanej gry.

Worlds of Magic: Planar Conquest to dobra propozycja od polskiego producenta. Nie jest bynajmniej najlepszą grą z reprezentowanego gatunku 4X i nie zdoła przekonać do siebie najbardziej zagorzałych przeciwników tego typu rozgrywki. Ja jednak bawiłem się przy niej zaskakująco dobrze. W dalszym ciągu nie lubię zarządzania zasobami, aczkolwiek przemierzanie plansz w poszukiwaniu nowych wydarzeń i toczenie starć w Worlds of Magic: Planar Conquest zdołało mnie, osobę, która nie przepada za strategiami 4X, przykuć do konsoli. Nie jest to produkcja bez wad i wiele osób może boleć brak jakiejkolwiek warstwy fabularnej, czy trybu rozgrywki sieciowej. Jednakże mimo tego nie uważam czasu spędzonego w tytule Wastelands Interactive za stracony – możliwość dostosowania plansz do własnych preferencji i istne zatrzęsienie dostępnych czarów skutecznie niweluje wady i sprawia, że w ogólnym rozrachunku szczerze polecam grę tym z Was, którym brakowało strategii na przenośno-stacjonarnej konsoli Nintendo. Worlds of Magic: Planar Conquest skutecznie wypełnia lukę gatunkową na Switchu i pozwala mieć nadzieję na ukazywanie się na tym sprzęcie większej liczby takich tytułów. Szkoda jednak, że w recenzowanej produkcji nie znajdziemy obsługi ekranu dotykowego ani polskiej wersji językowej – bądź co bądź to polska gra, więc dziwi brak odpowiedniego tłumaczenia.
Dziękujemy Ultimate Games za dostarczenie kodu recenzenckiego.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.