Last Labirynth trafiło niedawno na PlayStation VR. Sprawdźmy, czy prosty pomysł na rozgrywkę może się spodobać i czy jej jakość broni grę.
Założenia fabularne Last Labirynth z pewnością spodobają się fanom filmowej serii Piła. Znajdujemy się ciemnym pokoju. Nie wiemy, co sprawiło, że jesteśmy w tym miejscu. Próba poruszania się nie daje upragnionego rezultatu. Okazuje się, że jesteśmy przykuci kajdanami do krzesła inwalidzkiego. Co więcej, nie możemy wydusić żadnego słowa. Jednak nie znaczy to, że zginiemy w ten sposób – niemi, w ciemności, przykuci do krzesła i całkowicie bezsilni. Nie jest to do końca prawda. Niedługo po naszym przebudzeniu zauważamy małą dziewczynę, która włącza lampę w pomieszczeniu. Losami dziewczynki będziemy kierowali przez kilka godzin, jakie są potrzebne do ukończenia Last Labirynth.

Nasze możliwości wchodzenia w interakcje w produkcji japońskiego studia Amata K.K. są mocno ograniczone. Podstawowym narzędziem porozumiewania się z Katią, wspomnianą dziewczyną, jest dysk, który trzymamy w dłoni od samego początku rozgrywki. Jeśli naciśniemy przycisk X lub O na padzie, aktywujemy wskaźnik laserowy zlokalizowany na naszej głowie. Następnie ruszamy nią, aby wskazać dziewczynce miejsce, do którego ma podejść lub przedmiot, z którym ma zadziałać. Ta kieruje się we wskazaną stronę, po czym pyta nas, czy na pewno ma to zrobić. Jak wspomniałem wcześniej, nie jesteśmy w stanie wypowiedzieć ani słowa, więc odpowiadamy ruchami głowy. Skinięcie oznacza potwierdzenie, natomiast kręcenie głową zaprzecza. Warto wspomnieć, że możemy alternatywnie korzystać z dwóch kontrolerów PlayStation Move. Jednak są one w moim przekonaniu całkowicie zbędne i przeszedłem grę, korzystając z pada DualShock 4. Przez 95% rozgrywki korzystamy i tak z jednego Move’a tylko po to, aby nacisnąć wspomniane wcześniej przyciski aktywujące wskaźnik na czole. Drugi Move jest używany jedynie, aby nakazać dziewczynce odsunąć się – bardzo rzadko zasłaniała mi jakiekolwiek elementy i nie czułem potrzeby korzystania z tej opcji. Stąd moja decyzja o korzystaniu z pada.

Napisałem wcześniej, że Last Labirynth to escape room w stylu Pily i tak jest w istocie. Głównym celem recenzowanej produkcji jest wydostanie się z tajemniczej, naszpikowanej zagadkami posiadłości. Warto zaznaczyć, że wybranie błędnego rozwiązania oznacza śmierć Katii, a w następstwie naszą. Zgony są niesamowicie brutalne i nie każdy będzie w stanie spokojnie patrzeć, jak jesteśmy obłażeni przed robale, połykani w całości przez ogromnego węża, paleni żywcem, szatkowani ogromnymi ostrzami, czy więzieni i zabijani przez gilotynę. Jednocześnie trzeba przyznać Japończykom, że ich pomysły na pozbycie się dziewczynki i nas są bardzo zróżnicowane. Na różnorodność animacji śmierci nie ma co narzekać. Na plus produkcji działa też dość dobra grafika. Nie jest to może poziom najlepszych gier AAA, ale Last Labirynth wygląda przyzwoicie i nie odpycha swoim wyglądem. Muszę też pochwalić animacje – te są płynne i bardzo naturalne. Gra jest stabilna i ani razu nie chrupnęła, przez cały czas przechodzenia zapewniając płynne animacje.

Nie znaczy to jednak, ze Last Labirynth jest idealną produkcją. Tytuł jest niestety bardzo trudny i nierzadko można zatrzymać się na długie minuty, próbując rozwiązać zagadkę i przejść dalej. Pierwszy moment zwątpienia miałem w sali z wagami, w której trzeba było ustalić jakie odważniki należy postawić na lewej szali, by waga była równa ciężarem prawej szali. Mieliśmy do dyspozycji kilka odważników różnego koloru oraz wagi i ścianę, na której było kilka zależności – równe ciężary, mniejsze i większe. Nie obyło się bez matematycznego podejścia. Musiałem zapisać układ równań i nierówności, po czym wyprowadzić jedną zmienną i podstawiać do pozostałych równań i nierówności, co nie zawsze było łatwe. Najgorsze, że musiałem 5 razy rozwiązać tę zagadkę, aby nad drzwiami zapaliły się wszystkie zielone lampki. Kolejną problematyczną sytuację miałem w pokoju, w którym musiałem odwrócić tabliczki na kwadratowej sztaludze tak, aby cała tablica była w jednym kolorze. Trudność polegała na ograniczonej liczbie ruchów i działaniu kwadratów. Stuknięcie w jeden z nich powodowało, że odwracał się on i po jednym kwadracie na lewo, prawo, górze i dole od niego. Stanowiło to niemałe wyzwanie, a dalej było tylko gorzej. Ostatecznie stanęło na tym, że znalazłem poradnik w internecie (po japońsku), po czym, po przetłumaczeniu go na angielski, sprawdzałem co mam robić. Bez tego nie dałbym rady.
Trudność w Last Labirynth rośnie stanowczo za szybko i zbyt nagle. W jednej chwili mamy banalną zagadkę, do której podpowiedzi znajdziemy na ścianach w pokoju, w którym jesteśmy. Wchodzimy do nowego pomieszczenia i mamy nagle odpowiednio przesuwać kafle, starając się stworzyć konkretny wzór. Przez poziom trudności na pewno sporo osób odbije się od dzieła Amata K.K.. A szkoda, bo sam koncept jest dobry i gra potrafi wciągnąć, tym bardziej, że sterowanie i śledzenie gogli są na bardzo wysokim poziomie. Nie mogę tego niestety powiedzieć o udźwiękowieniu. Większość zagadek rozwiążemy w całkowitej ciszy, przerywanej tylko odzywkami Katii. Nie doświadczymy tu wybitnej muzyki (ani właściwie jakiejkolwiek, na dobrą sprawę) i jedynie usłyszmy odgłosy towarzyszące ruchomym elementom w zagadkach. Udźwiękowienie niewątpliwie nie jest mocną stroną recenzowanej gry. Muszę też wspomnieć o pewnej irytującej kwestii. Co jakiś czas natkniemy się na pomieszczenie z kilkoma parami drzwi. Jeśli przejdziemy przez takie, których nie pamiętamy, a okaże się, że już tam byliśmy, będziemy musieli jeszcze raz rozwiązać rozwiązaną przez nas wcześniej zagadkę. Ogromna szkoda, że producent nie oznacza w żaden sposób odwiedzonych pomieszczeń.

Last Labirynth to gra do jednorazowego ukończenia w około 6 – 7 godzin. Czas ten oczywiście może się u każdej osoby różnić, bo trzon rozgrywki stanowi rozwiązywanie zagadek. Im więcej czasu zajmie nam ich rozwiązanie, tym gra będzie dłuższa. Twórcy zapewniają, że w tytule jest kilka zakończeń. Odblokowujemy je, pozwalając Katii i nam zginąć określoną liczbę razy. Szkoda jednak, że nie ma możliwości przeniesienia się do już ukończonego rozdziału. Chcąc odblokować wszystkie zakończenia, będziemy musieli przechodzić grę kilka razy, wykonując za każdym z nich te same zagadki, których nie da się pominąć.

Last Labirynth to dość udana produkcja, która jednak cierpi na zbyt trudne zagadki i brak świadomości w wybieraniu drzwi. Oferuje kilka zakończeń, ale sposoby na dotarcie do nich nie zachęcają do ponownego kończenia gry. Na pewno warto w nią zagrać, zwłaszcza jeśli jesteście fanami escape roomów. Poczekajcie jednak wcześniej na wyprzedaż, bo 40$, na jakie tytuł został wyceniony to stanowczo za dużo.
Dziękujemy AMATA PR za dostarczenie kodu recenzenckiego.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.