Wewnętrzne studio Sony, PixelOpus, przygotowało nową produkcję na PlayStation 4 i PlayStation VR – Concrete Genie. Sprawdźmy, co zmalowało.
Concrete Genie nie może pochwalić się marketingiem realizowanym na szeroką skalę. Tak naprawdę, o grze usłyszałem po raz pierwszy na tegorocznych targach Gamescom w Kolonii. Tytuł od razu mnie zaintrygował i sprawił, że zacząłem wyczekiwać na Concrete Genie. Ostatnio, dzięki uprzejmości polskiego oddziału PlayStation, mogłem zagrać w dzieło kalifornijskiego producenta. Zapraszam więc do sprawdzenia moich wrażeń z ukończenia wspomnianego tytułu.
Głównym bohaterem Concrete Genie jest nastoletni chłopak – Ash. Poznajemy go w chwili, w której rysuje stworki w swoim zeszycie. Niedługo potem jest napadnięty przez bandę chuliganów – głównych przeciwników w grze – jego zeszyt zostaje zniszczony, a my obserwujemy jak kartki obrazujące kreatywność chłopaka lecą w siną dal. Ash dodatkowo zostaje wtrącony do pewnego środka transportu, po czym dostaje się do dalszej części miasta, w którym mieszka on i napomknięci adwersarze. Wkrótce potem Ash znajduje na swojej drodze specjalne pióro, którego pociągnięcia są w stanie rozświetlić skażone tajemniczą siłą miasto – Denskę. Nie byłoby to możliwe bez pomocy tytułowych dżinów (między innymi malowanej przewodniczki bohatera, Luny) oraz asystenta naszego artysty – Plamka (w pierwotnej jego wersji), który upodobał sobie miejsce na plecaku chłopaka.
Bardzo często, przemierzając Denskę, będziemy musieli chwycić za pióro i malować na ścianach pragnienia dżinów. Marzeniem tych bytów może być ogrzanie się przy ognisku, wypoczęcie na polanie pełnej kwiatów albo na przykład spojrzenie na księżyc lub wrzucenie piłki do kosza. Stajemy więc przy ścianie i zaczynamy malować określone elementy z puli dostępnych wzorów. Malowanie odbywa się bardzo przyjemnie i płynnie. Warto wspomnieć, że do ruszania pędzlem możemy wykorzystywać żyroskop zamontowany w padzie DualShock 4 albo prawą gałkę analogową. Oba sposoby sprawdzają się dobrze i żaden z nich nie powinien sprawiać problemów. Ja zdecydowałem się na wykorzystywanie gałki analogowej, ale równie dobrze moglibyście korzystać z wychylania kontrolera – to kwestia indywidualnych preferencji. Malowanie potrafi zachwycić. Napisać, że mamy pełną dowolność tworzenia swoich graffiti byłoby sporym nadużyciem – mamy do dyspozycji określoną i ograniczoną ilość wzorów. Jednak mimo tego nie czułem, aby moja inwencja twórcza była sztucznie blokowane. Mało tego, odniosłem wrażenie, że faktycznie maluję obrazy zgodnie z moja wizją artystyczną. Możemy zadecydować o rozmiarze płomienia, czy ilości jabłek albo o kierunku wyrastania roślin – wszystko to jest opatrzone wspaniałymi i realistycznymi w całej swojej surrealistycznej otoczce animacjami. Słowa nie są w stanie oddać wspaniałości systemu kreowania własnych malunków, więc odsyłam do poniższego filmu z rozgrywki.
Przytrzymując L1 w pobliżu ściany, przywołamy naszego dżina. Możemy wtedy zmodyfikować jego wygląd – dodać inne uszy, czy chociażby nogi albo ogon. Warto wspomnieć, że dżiny reprezentują różne żywioły – ogień, wiatr i… prąd. Korzystanie z zapewnianych przez nie umiejętności będzie niezbędne do rozwiązywania zagadek przestrzennych, ale na szczęście nigdy nie stanowiły one wielkiego problemu. Dodatkowo, jeśli rozświetlimy odpowiednio szeroki teren przy dżinie, obdarzy on nas specjalną farbą. Dzięki niej będziemy mogli rozświetlać nawet skażone obszary, otwierając sobie tym samym drogę do dalszych fragmentów poziomów. Bardzo często będziemy też przemierzać teren. Ash zna parkour i pokonuje odległości nie gorzej niż sam Ezio Auditore da Firenze, znany jako bohater Assassin’s Creed II, czy Nate Drake z Uncharted. Niewątpliwie warto zapuszczać się w dalekie tereny Denski, szukając latających tu i ówdzie kartek z naszego zeszytu. Te dodają nam kolejne dostępne obiekty w zeszycie, pozwalając nam tym samym malować więcej elementów oraz modyfikować wygląd naszego dżina (możemy mieć aktywnego jednego, ale wybieramy go spośród kilku odblokowanych). Zbieramy też cechy dżina, które wpływają na jego możliwości wchodzenia w interakcje. Inny ogon albo uszy nie są bez znaczenia i nie stanowią zmiany jedynie kosmetycznej.
Nasze dżiny wchodzą w interakcje z elementami, które namalujemy. Potrafią grzać się przy ognisku, zjadać namalowane jabłka, przybić nam piątkę po trafieniu piłką do kosza i wykonywać wiele innych czynności. Dzięki temu czujemy, że nie są to jedynie płaskie obiekty, ale dajemy się porwać złudzeniu ich realnej postaci. Nawet Plamek reaguje na nasze działania i na rozświetlanie nowych obszarów – często będzie skakał z radości, okazując swoje zadowolenie naszymi działaniami. Studio PixelOpus bardzo umiejętnie tchnęło życie w Plamka i dżiny. Obserwowanie ich animacji to prawdziwa przyjemność i ani przez chwilę podczas potrzebnych na przejście Concrete Genie 6 – 7 godzin godzin nie występuje uczucie znużenia. Po ukończeniu gry nadal jest co robić – można szukać brakujących kartek z zeszytu i przemalowywać ściany. Zdobycie platyny nie powinno zająć Wam więcej niż 10 godzin, ale mimo krótkiego czasu rozgrywki Concrete Genie jest warte polecenia. Twórcom udało się stworzyć grę na tyle długą, że nie nuży i na szczęście pozbawioną dłużyzn.
W późniejszych fragmentach Conctete Genie Ash będzie nawet walczył z przeciwnikami. Początkowo bohater unikał starć, przekradał się za oponentami (wykrycie go przez bandę nastolatków skutkowało wrzuceniem naszego malarza do śmietnika). Jedynym, co mogliśmy robić było nawoływanie, aby odciągnąć przeciwników w inne miejsce i skakanie po dachach, aby nie dopuścić konfrontacji. Nie znaczy to jednak, że tytuł w pierwszych rozdziałach to skradanka, co to, to nie. Później rozgrywka zyskuje – Ash nie jest już bezbronny i wykorzystuje pędzel oraz farby w walce. Możemy też sunąć na pasie farby niczym bohaterowie serii InFamous wykorzystujący swoje specjalne moce.Starcia wyglądają bardzo dobrze. Ekran telewizora mieni się feerią barw i oglądanie gry sprawia prawdziwą przyjemność. Studio PixelOpus stworzyło bardzo wiarygodną wizję świata i postaci, które rozumiemy. Spójność Denski jej mieszkańców to jedna z najmocniejszych stron gry.
Strona audiowizualna Concrete Genie zachwyca. Kalifornijskiemu producentowi udało się zachować idealny kompromis między realistyczną grafiką, a surrealistycznym światem. Mamy pełną świadomość tego, że tytuł jest zaledwie grą, ale jednocześnie świat jest po prostu piękny i przemierzanie go to prawdziwa przyjemność. Szukanie kartek i malowanie bilbordów oraz ścian wygląda fantastycznie, tak samo zresztą jak animacje poruszania się. Muzyka również czaruje – nasze uszy co chwilę doświadczają wspaniałych dźwięków i utworów, dzięki którym nie chce się przerywać zabawy z Concrete Genie. Udźwiękowienie w Concrete Genie jest jednym z najlepszych, z jakim miałem do czynienia w ostatnich latach. Jest spójne z wizją przedstawionego świata i dopełnia pozytywnego wrażenia całości. Dzięki temu recenzowana produkcja to pod wieloma względami małe arcydzieło. Za skomponowanie muzyki w tym tytule odpowiada Sam Marshall. Niżej możecie przesłuchać utwory z Concrete Genie.
Nie zapomniano też o miłośnikach PlayStation VR i w menu głównym znajdziemy specjalny tryb, w którym wykorzystujemy kontrolery ruchowe PlayStation Move w pierwszoosobowym (w odróżnieniu od trzecioosobowego, który występuje w trybie swobodnego malowania i głównej grze) widoku. Śledzenie kontrolerów nie przysparza żadnych problemów i bardzo chętnie zobaczyłbym produkcję, w której całą grę przechodzilibyśmy właśnie w FPP z obsługą PS VR i w której tworzylibyśmy własne dzieła. Na razie pozostaje mi więc czekać na wydanie gry Dreams, która ma szansę dać upust mojej wenie. PlayStation VR sprawiło mi ogromną radość w grze i pomaganie Plamkowi w realizowaniu jego marzeń jest naprawdę przyjemne. VR idealnie pasuje do recenzowanej produkcji – w jednej ręce trzymamy szkicownik, natomiast w drugiej pędzel i dajemy upust swojej wenie. Jeśli macie gogle wirtualnej rzeczywistości, bez wahania sprawdźcie stosowny tryb w produkcji PixelOpus – warto.
Na pochwałę zasługuje jeszcze fakt, że Concrete Genie jest dostępne w pełnej polskiej wersji językowej. Jakość polskiego dubbingu jest na bardzo wysokim poziomie i chociaż mimo wszystko wolałem grać z angielskimi głosami i polskimi napisami, to jednak moje uszy nie „krwawiły”, co często ma miejsce w przypadku polskiego dubbingu. Głosy są dobrane dobrze i nie rażą. Co do technicznej strony, to również jest całkiem przyzwoicie. Spadki liczby wyświetlanych klatek na sekundę były sporadyczne i przez większość czasu rozgrywki była ona płynna, nie pozostawiając miejsca na wiele zastrzeżeń pod kątem warstwy technicznej.
Concrete Genie to prawdziwa perełka. Produkcja, która pojawiła się nagle, bez wielkich zapowiedzi momentalnie skradała moje serce. Nie jest ona długa, ale idealnie sprawdza się w roli prostej odskoczni od trosk życia codziennego. Concrete Genie to jedna z najpiękniejszych gier ostatnich lat i nie żałuje ani jednej spędzonej z nią minuty. Szczerze polecam sprawdzenie tej produkcji. Czas ucieka przy niej niesłychanie szybko i bardzo przyjemnie. To jedna z moich ulubionych gier tej generacji i na pewno będę do niej wracał (nawet mimo tego, że zdobyłem już w niej platynę). Życzę sobie i Wam więcej takich gier.
Dziękujemy PlayStation Polska za dostarczenie kodu recenzenckiego.




























Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.