Gears of War to największa marka już nie tylko w portfolio samego Xboxa, ale także Microsoftu. Wydane trzy lata temu Gears of War 4 zostało przeportowane również na komputery z Windowsem 10. W oczekiwaniu na premierę “piątki” oraz zbierając materiał do artykułu “Xbox Game Pass Ultimate – Jeden z najlepszych abonamentów dla graczy” przypomniałem sobie kampanię “czwórki”, przechodząc grę na PC i przy okazji przekonując się, że komputerowe wersji gier Xbox Studios niczym nie odbiegają od tych prezentowanych na Xbox One.
Pięć lat temu Microsoft odkupił od Epic Games prawa do marki Gears of War, a nowo powstałe studio The Coalition, którego szefem został jeden z ojców trylogii – Rod Fergusson – rozpoczęło prace nad Gears of War 4. GoW 4 było dobrą grą, chociaż moim zdaniem całkowicie zbędne było wrzucanie do kampanii rozgrywki z hordy ze skrzynią i arsenałem, który można z niej pozyskać. Z drugiej strony dostaliśmy nowych, młodych i ciekawych bohaterów. W tym syna Marcusa Fenixa – Jamesa oraz dwójkę jego przyjaciół – Dela i Kait. Ci z was, którzy ukończyli “czwórkę” doskonale zdają sobie sprawę, że to Kait była bohaterką finałowej misji i bardzo się cieszę, że w Gears 5 to własnie ona rozdaje karty. Oczywiście w fabule nie brakuje przyjaciół Kait, samego Marcusa oraz jego towarzysza broni – Cole’a.
Kait przez większość fabuły GoW 4 była troszkę wycofana oraz miejscami bezbarwna. Dopiero pod koniec przygody objawiła się jako osoba, która pragnie zemsty, odpowiedzi i nie cofnie się przed niczym. Historia piątej części, którą Kait nosi na swoich barkach odpowie na wiele pytań o pochodzeniu głównej bohaterki, jej rodzinie oraz powiązaniach z Szarańczą. Kait to wzór silnej kobiety, która nie zamierza słuchać rozkazów i miejscami na własną rękę próbuje szukać odpowiedzi, mając do dyspozycji jednego z przyjaciół oraz dobrze znanego drona-robota Jack’a, który doczekał się w końcu ogromnych zmian.
Jack wcześniej służył tylko do otwierania drzwi oraz oświetlania ciemnych pomieszczeń. W Gears 5 nadal to robi, jednak teraz został już pełnoprawnym członkiem zespołu z małym drzewkiem rozwoju, a przy tym może być sterowany przez trzeciego gracza. Niestety, w kampanię Gears 5 może grać troje graczy – a właściwie nawet dwoje, ponieważ granie Jackiem nie jest tak przyjemne, jak żołnierzami z oddziału Delta. Jack ma teraz zdolności ofensywne oraz defensywne, które odblokowujemy wraz z postępami fabularnymi. Nasz robot potrafi między innymi skanować otoczenie w poszukiwaniu wrogów, broni oraz amunicji, jest w stanie osłonić nas tarczą przez kilka sekund, może “zhakować” przeciwnika, aby walczył po naszej stronie, dać nam chwilową niewidzialność oraz – to jest moim zdaniem najlepsze – dostarczy nam broń (w tym nawet ciężką) lub amunicję z odległego miejsca. Zaglądając w róże zakamarki mapy, będziemy mogli znaleźć moduły, który pozwolą nam ulepszać drona.
Po ukończeniu kampanii zrozumiałem dlaczego twórcy zdecydowali się na kastrację liczby graczy. Fabuła to osobista historia Kait, którą najlepiej jest jej podzielić się z jednym najbliższym przyjacielem, a nie z dużym oddziałem. A w drugim i trzecim akcie, które pełnią rolę małych otwartych światów, takich osobistych dialogów było całkiem dużo.

Wspomniałem o otwartych lokacjach. Jest to nowość w grze, która zawsze była “korytarzowa”. Deweloper w drugim i trzecim akcie oddaje do dyspozycji tereny pokryte lodem oraz pustynię. Pierwsza lokacja jest zdecydowanie ciekawsza w moim odczuciu, natomiast druga jest trudniejsza w eksploracji przez panujące burze piaskowe. W tych miejscach oprócz głównego wątku mamy także kilka misji pobocznych. Jedną z nich jest pomoc mieszkańcom w uzdatnieniu wody. Trzeba było odwiedzić trzy miejsca, oczyścić je z Szarańczy, a następnie uruchomić pompy. W przemierzaniu tych trudnych terenów pomoże nam pojazd, który nazwano “skiff”. To nic innego jak łódź na trzech płozach z żaglem, który napędza pojazd. Skiffem sterowało się bardzo przyjemnie, więc w trakcie fabuły odwiedziłem wszystkie możliwe miejsca oraz wykonałem dostępne misje poboczne.

Nie można zapomnieć o wydarzeniach z części czwartej, w której to nasi bohaterowie odkryli nowego przeciwnika – Rój. W piątej odsłonie nasz oddział będzie starał się zniszczyć gniazda Roju. Aby to było możliwe, trzeba naprawić satelitę, która steruje… Tak! “Młotem Świtu”. Najpotężniejsza broń z trylogii powraca w piątej części. Oprócz epickiej końcówki, która wgniata w fotel niczym hollywoodzki film, to właśnie wydarzenia z budowania oraz transportu satelity utkwiły mi w pamięci najbardziej. A zakończenie, jak to w każdym Gears of War, uchyla furtkę ku nowym wydarzeniom. Więc Gears 6 jest pewnym produktem, ale zapewne już tylko na najnowszego Xboxa Scarlett.
Gears 5 to wciąż ta sama kapitalna gra akcji w której wykorzystujemy osłony, aby bezpiecznie oddawać strzały w stronę przeciwnika. Broni jest całe multum – od dobrze znanych klasyków, które towarzyszą nam od trylogii: strzelba, snajperka, rewolwer, po najnowszą wersje Lancera GL, którą wyposażono w granatnik. Headshoty ze snajperki to nadal największe dobro, jakie mają do zaoferowania wszystkie Gearsy. Wizualny efekt i donośny dźwięk rozpadającej się czaszki Szarańczy nigdy się nie znudzi.
Trzeba pochwalić studio The Coalition za fantastyczne przygotowanie gry na premierę. Kampanię przechodziłem na zwykłym Xbox One i cały czas miałem stabilne 30 klatek, nawet w najbardziej dynamicznej wymianie ognia lub przy używaniu “Młotu Świtu” nie zaobserwowałem spadku FPS-ów. Stabilne 30 klatek gra osiąga także w trybie Hordy, w którym 5 graczy odpiera 50 fal przeciwników, a w 20, 40 i 50 walczymy z losowym potężnym bossem. Horda nadal jest bardzo długą rozgrywką i ukończenie 50 fal zajmuje dobre 90 minut. 60 klatek na zwykłym Xbox One odblokowuje się dopiero w trybie kontry, czyli standardowej rozgrywce wieloosobowej, oraz ucieczce, która jest nowością.
Ucieczka to nowy kooperacyjny tryb dla maksymalnie trzech graczy, którzy zostają przeniesieni do jednego z kilku Uli Roju. Tam podkładają bombę gazową, a następnie muszą uciec do helikoptera. Warto dodać, że Gears 5 podąża śladem gier, w których nie ma przepustki sezonowej, a nowa zawartość będzie udostępniana za darmo. Dodatkowo udostępniono edytor map, w którym gracze mogą tworzyć nowe tereny do trybu ucieczki.
Oprócz standardowych i rankingowych zmagań wieloosobowych, kontra otrzymała tryb zręcznościowy. Zaczynamy ze standardowym wyposażeniem dla danej postaci, a następnie za zabójstwa innych graczy zbieramy punkty, za które od razu możemy kupować potężniejsze bronie lub lepsze granaty. Ma to swoje plusy i minusy – lepsi gracze szybko dorobią się najlepszych broni, natomiast ci słabsi z czasem też będą mogli uzbierać walutę na lepsze bronie i nadrobić troszkę swoje miejsce w tabeli.
Warto dodać, że Gears 5 każdego dnia zachęca do odpalenia gry, rzucając nam nowe wyzwania do wykonania. Ich realizacja nagrodzi nas gwiazdkami, które podnoszą naszą rangę, a wraz z nią będziemy zdobywać nowe nagrody do personalizacji postaci.

Podsumowanie będzie krótkie. Gears 5 to dla mnie najlepsza gra na Xbox One, a także najlepsza cześć “Gearsów” w całym uniwersum. Kampania została przygotowana w fantastyczny sposób, historia wciąga od pierwszych minut, bohaterowie mają ciekawie poprowadzone ścieżki fabularne, a końcówka, jak już wspomniałem, to iście hollywoodzki pokaz. Nic, tylko czekać na szóstą cześć.

Kopię gry dostarczyło Microsoft Polska




















Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.
Kampanie przeszedłem z dziewczyną, ona na xbox X , z oczywistych względów ja na xbox S. Grało się kapitalnie i nawet na niedomagającym Xbox S gra wyglądała fenomenalnie.
Pozdro
Też byłem zdziwiony grafiką na Xbox one S. Poza niższą rozdzielczością, to w porównaniu z PC nie jest źle, rzekłbym że jest równie ładnie. Ja przynajmniej nie widzę dużych różnic. Na PC za to mam w 4 akcie spadki animacji i bugi, a na konsoli stabilność przez całą kampanię.