Pamiętam jak dzisiaj ten dzień, kiedy Mirror’s Edge trafił do napędu mojej konsoli w 2008 roku. Pierwsze zaskoczenie wywołał temat muzyczny. Still Alive w wykonaniu Lisy Mylovsky dla mnie i zapewne dla wielu z was plasuje się wysoko na liście najlepszych motywów z gier. Drugie zaskoczenie to oczywiście oprawa graficzna, która była inna niż wszystko, co do tej pory widzieliśmy w grach. Naszym oczom ukazało się miasto z białymi budynkami, nad nami błękitne niebo, a cel wyznaczały czerwone obiekty, na które mogliśmy się wspinać lub przeskakiwać. Pomysł jak na tamte czasy był bardzo oryginalny, a styl, który EA DICE nam zaproponowało spodobał się zarówno graczom, jak i krytykom.
Po siedmiu latach otrzymujemy kontynuację przygód Faith. Tym razem twórcy zdecydowali się, że cofniemy się w czasie i zobaczymy losy innej bohaterki sprzed wydarzeń z pierwszej części. Faith jako młoda dziewczyna trafiła do poprawczaka. Akcja zaczyna się w momencie, gdy opuszczamy już więzienie. Pierwsze, co odróżnia Catalyst od oryginału to otwarty świat – Miasto Szkła jest wielką metropolią, po której możemy się swobodnie poruszać. Swobodnie i nadal kilkanaście metrów nad ulicami i chodnikami.
Miasto Szkła wzorem pierwszej części ma podobny klimat. Teraz jednak jest wszystkiego więcej i oczywiście piękniej. Cała metropolia jest sterylnie czysta, budynki i obiekty odbijają się w oknach. Niestety odbicia lustrzanego postaci głównej bohaterki nie zobaczymy. Miasto Szkła ma też swoje ciemne zakamarki, a nawet będziemy mogli czasem odwiedzić podziemia. Podobnie jak w pierwszej części, także tutaj miasto jest kontrolowane, mieszkańcy są inwigilowani, a wszelkie nieposłuszeństwa względem władzy, którą pełnią szefowie wielkich korporacji, są brutalnie wymierzane. Nasza bohaterka ponownie dołącza do grona biegaczy, którzy walczą z dyktaturą wielkich korporacji.
W grze czeka na nas nie tylko wiele ciekawych misji fabularnych, ale także mnóstwo zadań pobocznych. Może to być dostarczenie delikatnej przesyłki, sprawdzanie umiejętności sprinterskich w biegach na czas, czy też hakowanie bilbordów i zbieranie dużej ilości dokumentów lub nagrań.
Fani pierwszego Mirror’s Edge wiedzą, że bieg to nie wszystko. Kluczowym elementem do szybkiego pokonania uciekającego czasu jest poznanie wszystkich elementów parkouru. Faith w Catalyst to młoda, ale bardzo zdolna sprinterka. Niestety, jak się okazuje musi w trakcie fabuły nauczyć się kilku trików, które tak naprawdę powinna znać już od początku gry. Twórcy wymyślili sobie małe drzewko rozwoju postaci. Wszystkie nasze dokonania w grze, czy to misje fabularne, poboczne, biegi na czas, znajdki, czy hakowanie bilbordów dają nam punkty doświadczenia. Gdy uzbieramy ich 1000, to dostajemy punkt, za który możemy sobie odblokować ulepszenie w jednej z trzech kategorii: ruch, walka i gadżety.
Ruch, czyli bardzo realistycznie odwzorowany parkour. To oczywiście najlepszy parkour, jaki zobaczycie w grach. Pokonywanie przeszkód w pełnym biegu wymaga nie tylko pełnej koncentracji, ale także wykonywania niebezpiecznych ruchów. Na początku gry możemy tylko przeskoczyć przeszkodę, ale z czasem nauczymy się umiejętności podkurczania nóg, dzięki czemu szybciej nad nią przelecimy. Biegacze często także podejmują ryzyko i często z wyższych kondygnacji skaczą na mniejsze. Na początku Faith tylko ląduje na stopach podpierając się rękoma, ale z czasem nauczy się lądowania z przewrotem, dzięki czemu płynnie rusza dalej w szybkim biegu po lądowaniu. Kolejną nowością jest pasek koncentracji, który napełnia się wraz z pędem oraz kolejnymi pokonanymi przeszkodami. Gdy się zapełni, żaden z przeciwników nie będzie w stanie trafić naszej sprinterki. Mała prędkość biegu oraz upadek spowodują spadek koncentracji. Gra wymaga tez od nas odblokowania takich absurdalnych trików, jak bieg po ścianie, czy szybsze wspinanie się po rurach lub drabinach. Jedną z nowości jest przesunięcie. Polega ono na tym, że w pełnym biegu możemy szybo przesunąć się w lewo lub prawo, bez straty prędkości.
Walka została mocno przemodelowana względem pierwszej części gry. Przeciwnicy strzelają teraz z szybkich elektrycznych karabinów maszynowych. Faith nie może już podnosić broni, ani jej używać. To bardzo dobra zmiana, ponieważ nasza bohaterka jest kurierem, a nie żołnierzem. Wysportowana sylwetka, zwinność oraz znajomość sztuki walki pozwalają naszej bohaterce obezwładniać przeciwników. Faith dysponuje atakiem lekkim, który jest pod kwadratem, oraz ciężkim, który jest pod trójkątem. Jedną z umiejętności, które możemy odblokować jest obiegnięcie przeciwnika o 180 stopni oraz wymierzenie kopnięcia w głowę. Największe szkody wyrządzimy przeciwnikom, atakując ich z powietrza, gdy biegniemy po ścianie lub skaczemy z wyższej kondygnacji. Taki atak zazwyczaj powala od razu przeciwnika. W tym drzewku odblokowujemy także dodatkowe punkty zdrowia; właściwie są to coraz nowsze modele podkoszulek, którą pozwalają Faith przyjąć większą ilość ciosów, czy pocisków elektrycznych. W Catalyst mamy pięć rodzajów przeciwników: strażnik i obrońca to podstawowi oponenci z pałkami, którzy nie wyrządzą nam większej krzywdy. Ochroniarz jest wyposażony w karabinek elektryczny, na odległość zadaje bardzo duże obrażenia, ale gdy do niego dobiegniemy, nie stanowi żadnego problemu. Dalej mamy elektrycznego obrońcę, który potrafi już blokować i kontrować nasze ciosy. Walczy tylko wręcz, ale jego mocną stroną jest kinetyczny pacyfikator, który uderzeniem może nas nie tylko ogłuszyć, ale i zadać sporo obrażeń. Najtrudniejszym przeciwnikiem jest wartownik, który ubrany jest twardy kombinezon. Jest szybki, skoczny i nieobliczalny. Jego każdy cios powala Faith na ziemię, a walka z nim to prawdziwe wyzwanie dla każdego sprintera. Przeciwnicy zazwyczaj występują w kilkuosobowych mieszanych grupkach. Jeżeli zaczniemy eliminację od żołnierzy, którzy do nas strzelają, a dopiero potem skupimy się na słabych ochroniarzach, to szybko odniesiemy sukces. W przeciwnym wypadku czeka nas dużo frustracji i zazwyczaj porażka. W walce często pomoże nam zakłócacz.
Jest on jednym z ważniejszych gadżetów, które naprawdę się przydają i warto nauczyć się z nich korzystać. To małe urządzonko na dłoni Faith, które ogłusza na kilka sekund przeciwników i zagłusza ich system komunikacji. Zakłócacz także pozwala niszczyć kamery korporacji KrugerSec, tymczasowo wyłączyć wrogie drony i wieżyczki. Kolejną nowością jest lina, dzięki której możemy pokonać duże odległości między budynkami. Niestety używanie liny jest mocno ograniczone, możemy jednak użyć jej tylko na określonych kamerach, co już jest mocno nietrafionym pomysłem. Mało tego, aby wystrzelić linkę w kamerę, trzeba stanąć w określonym kole. Z czasem linkę rozbudujemy do wyciągarki, który wciągnie nas na szczyt budynku. Ostatnią modyfikacją linki jest możliwość przyciągania, dzięki czemu możemy zrzucić jakiś płyty blokujące przejście. Tak naprawdę ta linka jest potrzebna jak dziura w płocie, gdyż największe znaczenie jej używania będzie widoczne podczas misji fabularnych i pobocznych. Podczas normalnego biegania zapomnicie o jej istnieniu. Miejsc, w których można jej użyć jest naprawdę bardzo mało. Nie spodziewałem się tutaj pełnego korzystania z linki, tak jak to nam zaprezentował Techland w Dying Light, ale to, co zaoferowało DICE z linką jest po prostu słabe i niepotrzebne.
W Mirror’s Edge Catalyst mało tego, że jest fabuła, misje poboczne, dużo znajdziek, to twórcy dali nam jeszcze wyzwania. Jedno z nich polega na wyłączeniu anten. Musimy odnaleźć antenę, pokonać broniących nią strażników, wyjąć z niej „serce” i uciec podczas wielkiego alarmu do najbliższej kryjówki. Drugie z wyzwań polega na włamaniu się do wielkiej wieży. Zaczynamy oczywiście od parteru i korzystając z różnych wystających bloków lub zawieszonych rur będziemy musieli dostać się na górę, aby zhakowac główny panel. Utrudnieniem będą linie laserowe, które musimy omijać, dotknięcie takiej podniesie bowiem alarm i będziemy musieli walczyć z żołnierzami KrugerSec. Zhakowanie komputera w takim budynku pozwoli odblokować nam szybką podróż do kryjówek w rejonie tej wieży.
W Mieście Szkła najbardziej musimy liczyć na naszą inteligencję oraz wzrok sprintera. W pierwszej części polegał on na tym, że wszystkie obiekty, z którymi mogliśmy wejść w interakcję podświetlone były na czerwono. W Catalyst mamy to samo plus czerwoną poświatę, coś na wzór węża, który porusza się szybko przed nami, wskazując odpowiednią drogę. To działa jak prawdziwy GPS. Oczywiście wzrok sprintera nie wskazuje nam najszybszej trasy, nie pokazuje też skrótów, a jedynie najprostszą i najbezpieczniejszą drogę. W przypadku, gdy nawet postanowimy zmienić bieg, to wzrok sprintera przestawia się szybko i ustala nową drogę do celu. Wzrok sprintera jest oczywiście dodatkiem, który możemy w każdej chwili wyłączyć.
Mirror’s Edge Catalyst nie zawiera niestety żadnego trybu wieloosobowego, ale za to zostały udostępnione są funkcje społecznościowe. Gracze mogą tworzyć własne próby czasowe i udostępniać je innym. Możemy stworzyć także Beat L.E. (Beat Location Emitters). To nic innego jak oznaczenie ciekawych miejsc, punktów widokowych, a nawet skrótów dla naszych znajomych. Możemy także spersonalizować swoją wizytówkę w Mieście Szkła. Aby tego dokonać, musimy udać się na oficjalną stronę gry lub pobrać dedykowaną aplikację na urządzenia mobilne. W niej możemy stworzyć swojego awatarka oraz wizytówkę. Dodatkowa aplikacja posiada aktualną mapę świata gry oraz wszystkie nasze oraz naszych znajomych postępy.
Wizualnie gra naprawdę zachwyca, ogrom miasta robi wrażenie. Miło patrzeć w dół, jak ludzie, samochody i łodzie się poruszają. Postaci są dobrze wymodelowane i prawidłowo oddają emocje swoją mimiką. Miasto co prawda nie jest już tak białe jak w 2008, ale cieszę się twórcy wyciągnęli z Frostbite 3 wszystko, co można było. Niestety rozpadają się tylko elementy, które niszczymy podczas biegania w fabule, ale te sceny naprawdę cieszyły oko. Mamy tutaj system dnia i nocy, który pojawia się tylko w misjach głównych i pobocznych. Od strony dźwiękowej także jest bardzo dobrze i chociaż ścieżka dźwiękowa z 2008 skradła moje serce, to uważam, że kompozytor Solar Fields naprawdę dał radę. Muzyka dostosowuje się do akcji gry, do naszego biegu oraz ryzyka, które podejmujemy. Podobnie jest z dźwiękami w czasie biegania i walki. Gracz jest w stanie usłyszeć wszystko, kroki, przewroty, łapanie się rur, czy krawędzi. Do poczucia realistki brakuje tylko hełmu PlayStation VR na głowie. Miłym dodatkiem dla wszystkich fanów ścieżki dźwiękowej będzie szafa grająca, która znajduje się w głównej kryjówce. Możemy do niej podejść i dowolnie przełączać sobie utwory muzyczne, które znalazły się w grze.
Mirror’s Edge Catalyst jest godnym następcą niespodziewanego hitu z 2008 roku. Poczucie pędu jeszcze nigdy nie było tak prawdziwe. Płynność w poruszaniu się po Mieście Szkła jest fantastyczna, choć pełną radość z gry dostaniemy dopiero, gdy odblokujemy wszystkie ulepszenia z drzewka rozwoju postaci. Samo drzewko jest dla mnie mocno kontrowersyjne, bo przecież wcielamy się już w postać wyszkolonej sprinterki i odblokowanie nowych ruchów, czy stylów walki wygląda trochę absurdalnie, ale z drugiej strony staram się zrozumieć twórców, którzy chcieli jakoś wypełnić nam ten wielki otwarty świat. Nie spodobała mi się także linka, którą już opisywałem wcześniej. Jest z nią związane za dużo ograniczeń. Z drugiej strony przypadł mi do gustu zakłócacz, którym możemy na kilka sekund oszołomić przeciwników. Sama walka także sprawiała mi radość, ale dopiero po wykupieniu wszystkich ulepszeń z drzewka walki. Samo miasto także pcha w nas ogromną chęć jego eksplorowania, to już nie tylko bieganie po dachach, ale także wiele otwartych budynków. Do tego mamy wiele pięknych punktów widokowych ukazujących panoramę miasta. Jako fan pierwszego Mirror’s Edge jestem bardzo zadowolony z kontynuacji, chociaż uważam, że wielu miejscach gra została przekombinowana. Jednak mimo wszystko to, co najważniejsze, czyli poczucie pędu, parkour, a nawet linia fabularna są tutaj na wysokim poziomie.
Grę do recenzji dostarczył wydawca: EA Polska
Ocena Portalu: 8
































Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.