PlayStation 4 dostaje kolejny pierwszoosobowy horror. Czy jest to udana produkcja? Na to pytanie odpowie niniejsza recenzja.
W grze wcielamy się w Lorraine – młodą matkę, poszukującą zaginionego syna. Aby odnaleźć Calluma, bo tak nazywa się jej latorośl, przemierzy wzdłuż i wszerz teren zapuszczonego parku rozrywki. Tak przedstawia się zarys fabularny tej niedługiej (przejście zajmuje średnio godzinę, maksymalnie półtorej) gry. To niestety bardzo mało i w moim odczuciu twórcom nie udało się w tym czasie przekazać wiarygodnej (oczywiście w ramach reguł gatunku) i wciągającej historii. Sama rozgrywka pozostawia wiele do życzenia. Jest ona bardzo liniowa i choć co prawda występują pewne odnogi, które nie muszą być zbadane, to jednak nie przerywają one uczucia przebywania w bardzo hermetycznym środowisku, w którym żaden element nie jest przypadkowy.
Lorraine kierujemy, korzystając z niewielu przycisków. Gdzieniegdzie możemy wejść w interakcję z jakimś obiektem, naciskając X, nawoływać syna za pomocą przycisku O (podobno emocje w głosie bohaterki mają się zmieniać, wskazując na pobliskie niebezpieczeństwo, ale ja niczego takiego nie zauważyłem), czy przełączać bieganie/chód, naciskając lewą gałkę analogową. To wszystko, a przynależność gatunkowa aż prosi się o wykorzystanie funkcji DualShocka 4. Niestety, głośnik w kontrolerze wydaje się być zbędny, przycisk i panel dotykowy również, tak samo jak wychylanie pada (tak fenomenalnie sprawdzające się w Until Dawn).
Jest to tym gorsze, że tytuł zwyczajnie nudzi. Elementy, mające przestraszyć gracza, są tak przewidywalne, że nie spełniają swojej roli. Nawet okazjonalne tak zwane „jump scare” (wyskakujące niespodziewanie obiekty/postaci) nie są w stanie wywołać przerażenia. Dodam, że specjalnie grałem w ciemnym pokoju, sam, żeby jak najbardziej wczuć się w potencjalny klimat. Jednakże było to bezcelowe, The Park nie jest ani trochę straszne. Podróż Lorraine jest bardzo monotonna – chodzimy, szukając atrakcji, z którymi możemy wejść w interakcję. Należą do nich chociażby zderzaki, koło młyńskie, diabelski młyn, gabinet luster i strachów – brzmi to może i dobrze, ale w rzeczywistości nie porywają.
Nie czyni tego również warstwa dźwiękowa i wizualna. Produkcja wygląda jakby miała na karku kilka lat, a mamy do czynienia z dziełem stworzonym od podstaw za „życia” obecnej generacji konsol. Oprawa nie zachwyca w żaden sposób, podobnie jak udźwiękowienie, które jedynie jest, bo jakieś musi być. Brakuje mu jednak charakterystycznego wydźwięku, zachwycającego tematu dźwiękowego (jak na przykład „Welcome to Bright Falls” znane z Alana Wake’a), niepokojących przeciwników (jak Pyramid Head z serii „Silent Hill”), bądź czegokolwiek umieszczającego The Park wyżej niż pokrewne gatunkowo produkcje. Dla mnie jest to spory zawód i nie mogę polecić zagrania w ten tytuł jakiemukolwiek fanowi horrów. Ponad 50 złotych, na jakie została wyceniona produkcja w PSS, można wydać zdecydowanie lepiej.








Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.