Jesteście fanami gier z gatunku roguelike? Lubicie wyzwania? Lubicie prostą, a zarazem wciągającą rozgrywkę? Jeśli na wszystkie pytania odpowiedzieliście twierdząco, to mam dla was interesującą propozycję.
Enter the Gungeon jest dziełem Dodge Roll Games, którzy sami o sobie mówią, że przez prawie dwa lata tworzyli grę, w którą sami chcieli zagrać, a inspirowali się m. in. Metal Gear Solid i Dark Souls! Dlatego stworzyli dość unikalną kompozycję. Loch Giwer – bo tak jest tłumaczony tytuł na polski – jest typowym przedstawicielem gier typu roguelike. Mamy więc losowo generowane pomieszczenia, przeciwników oraz przedmioty. Każda rozgrywka różni się od poprzedniej, a gwarantuje wam, że rozegracie ich setki, ale zacznijmy od początku.
Fabuła w tego typach grach nie jest najważniejszą składową. Jednak producent pokusił się o rozsądną historię, która mówi nam o motywacji 4 grywalnych postaci. W czeluściach Lochu Giwer znajduje się pistolet, który może „zabić przeszłość”. Każdy z bohaterów ma coś, co chciałby odmienić ze swojego życia. To wszystko. Jednak nic więcej nie będzie potrzebne do szalonej zabawy.
Tak więc wybieracie jedną z postaci, możecie uruchomić prosty samouczek wprowadzający w podstawy rozgrywki i do boju! Przed wami 5 poziomów lochów, które musicie pokonać w drodze do celu. A pokonać je nie będzie łatwo. Każda śmierć naszej postaci wiąże się z rozpoczęciem przygody od początku. Tracicie wszystkie zebrane przedmioty oraz bronie. Frustrujące? Tak. Motywujące do gry od nowa? Zdecydowanie tak! Podczas gry będziecie odnajdować mnóstwo zakręconych broni (spluwa strzelająca pszczołami, to tutaj nic dziwnego), przedmioty które pozwolą wam być np. przez moment nieśmiertelne itp. Ponieważ przeciwników jest sporo i posiadają nie gorszy arsenał od naszego mamy w zanadrzu dwie sztuczki. Pierwszą jest wystrzelenie „ślepaka”. Niweluje on wszystkie wystrzelone pociski przez przeciwników (a często są ich setki!!). Drugą jest unik, który możemy wykonać naszym bohaterem. Ponieważ przez moment uniku jesteście nieśmiertelni, to jego umiejętne zastosowanie jest podstawą rozgrywki. Na końcu każdego piętra czeka na was boss. Nie będę zdradzał, co przygotowali programiści, ale uwierzcie, że pomysły mieli naprawdę zakręcone. Na każdym poziomie twierdzy/lochu czeka także sklepik, w którym możecie zakupić nowe bronie, klucze do skrzyń oraz zregenerować trochę zdrowia (które musi starczyć na wszystkie 5 poziomów!).
W trakcie gry będziecie odkrywać nowe postacie NPC, które będą ważne przy kolejnych podejściach do gry (nowy sklep z bronią, skróty do niższych poziomów). Jak na prostą strzelankę jest tego sporo. A skoro mowa o strzelaniu – ponieważ w grze jest 150 pukawek (naprawdę mocno różnią się od siebie!), to możecie mi wierzyć – każde nowe podejście jest unikalne.
Pozycja charakteryzuje się także bardzo przyjemnym humorem. Postacie, bossowie, opisy przedmiotów oraz dialogi prowadzone z NPC potrafią być naprawdę zabawne. Wszystko zostało bardzo zgrabnie przetłumaczone na język polski chociaż zdarzają się literówki.
O grafice nie będę się rozpisywał. Jest prosta, jednak przy ilości akcji (ogień, wybuchy, setki pocisków) spisuje się bardzo dobrze i nadaje grze charakterystycznego uroku. Za to motyw muzyczny z głównego menu mam cały czas z tyłu głowy – świetny kawałek.
Niestety muszę zwrócić uwagę na dwa aspekty, które nie przypadły mi do gustu. Pierwszy, to minus typowy dla gier tego typu, a mianowicie losowość. Często zanim znajdziecie przydatną broń… już będziecie martwi. Wspomniałem, że na każdym poziomie znajduje się sklep. Przedmioty do zakupu są w nim także losowe co oznacza, że najzwyczajniej w świecie może nie być w nim do zakupu „zdrowia”. Wiecie jak frustrujące jest podejście do bossa ze słabą bronią i ostatnim fragmentem życia? Oczywiście, że wiecie. Drugą sprawą jest Amunomicon, czyli swojego rodzaju Inwentarz. Znajdują się tam wszystkie nasze odnalezione przedmioty, ich opisy oraz opis aktualnej rozgrywki. Niestety jest on mało czytelny. Często musiałem się mocno wpatrywać w TV, żeby przeczytać interesujący mnie fragment.
Podsumowując – Enter the Gungeon jest bardzo przyjemną produkcją, przy której stracicie mnóstwo czasu. I nie będziecie zawiedzeni, jeśli lubicie tego typu rozgrywkę. Pamiętajcie także o możliwości gry we dwóch na jednej konsoli. Chaos jest dość spory, ale satysfakcja także. 63zł to dość spora kwota za taką pozycję, ale spędzicie przy niej na pewno kilka ładnych godzin. To uczciwa transakcja.
Dziękujemy za dostarczenie gry do recenzji firmie Kool Things












Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.