UWAGA! Recenzja może zawierać lekkie spoilery fabularne!
Od publikacji drugiej części Tales from the Borderlands minęło ponad trzy miesiące. Telltale w końcu ukończyło pracę nad trzecim z w sumie pięciu epizodów, a ja miałem przyjemność go ograć.
Trzeci epizod zaczyna się najdynamiczniej ze wszystkich. Znajdujemy się w końcu w środku akcji z samej końcówki drugiej części. To jaką poprzednio podjęliśmy decyzje ma diametralny wpływ na początkowe interakcje. Jeśli więc ktoś ma czas i chęci, może przejść poprzedni epizod w inny sposób niż za pierwszym razem i będzie mógł zakosztować drugiej ścieżki dialogowo-interakcyjnej.
Wraz z ukończeniem ucieczki z tajnego ośrodka Atlusa natrafiamy na drugie bagno – panią Vallory, oraz jedną z najsympatyczniejszych postaci w uniwersum, uroczego robota w kształcie kulki, Gortysa.
Po bardzo dynamicznym wstępnie twórcy dają nam odsapnąć, wysyłając nas ośrodka badawczego położonego w lodowej krainie Pandory, w poszukiwaniu kolejnych wskazówek potrzebnych do odnalezienia Krypty. Cały dostępny do eksplorowania obszar robi wrażenie na naszych bohaterach. Nawet Shasha, która wychowała się na tej brutalnej planecie nie widziała wcześniej nic podobnego. Od teraz do samego końca nasi bohaterowie rozdzielają się na dwie grupy, a sceneria pozwala na rozwijanie mniej lub bardziej intymnych relacji między nimi. Jestem bardzo ciekawy, jak moje decyzje wpłyną na kontynuację historii.
To czego mi brakowało, to humorystyczne wstawki do jakich przyzwyczaiło nas uniwersum, bo to właśnie nimi produkcja stoi. Cały odcinek ratuje Gortys, który został wybitnie dobrze wykreowany. Jego słodkość i naiwność wspaniale komponuje się z głosem podkładanym przez Ashley Jonhson, którą możecie pamiętać z roli Ellie z The Last of Us. Loader Bot i Gortys przypadli sobie do gustu, co można dostrzec w dialogach między nimi. Jedyna parka, po której wywodach uśmiech gościł mi na twarzy.
Już tradycją stały się gościnne występy protagonistów ze strzelankowych odsłon Borderlandsów. Tym razem interakcje z nimi są o wiele bardziej rozbudowane i znaczące. Nowy konflikt może być początkiem bardzo ciekawego wątku pobocznego i mam nadzieję, że tak będzie.
Strona audiowizualna nie pozostawia wiele do życzenia, jak było to w przypadku poprzednich części. Mam wrażenie, że poprawiono stabilność silnika. Podczas rozgrywki nie doświadczyłem żadnych spadków płynności animacji ani zjawisk temu podobnych.
W ogólnym rozrachunku jest to w mojej ocenie najsłabsza odsłona cyklu. Mimo sporej ilości akcji próżno tutaj szukać oszałamiających jej zwrotów, a i typowego dla Borderów humoru jest tutaj jak na lekarstwo. Po niesamowicie wciągających dwóch odsłonach spodziewałem się utrzymania poziomu, niestety, częściowo się zawiodłem.
Dziękujemy Telltale Games za dostarczenie gry do recenzji.









Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.