Współpraca między Telltale Games i Gearbox Software daje nam możliwość ponownego odwiedzenia Pandory i zaznania szaleństwa towarzyszącego serii Borderlands.
Jednym z najnowszych dzieci studia z San Rafael jest wydany pod koniec listopada, pierwszy epizod Tales from the Borderlands o podtytule Zer0 Sum. Jest to gra przygodowa, mechanicznie stworzona w typowy dla Telltale Games sposób. Próżno tu jednak szukać szokującej czy poruszającej historii, jakie znamy z The Walking Dead lub The Wolf Among Us. Od samego początku czuć lekką i porywającą atmosferę towarzyszącą perypetiom Łowców Krypt.
W przygodowej odsłonie Borderlandsów nie wcielamy się we wspomnianych Łowców, a dość ekscentryczną parkę. Pierwszą z nich jest pracownik Hyperionu, posiadający niczym Jason z Deus Ex cybernetyczne wszczepy, Rhys. Przedstawicielką płci pięknej została Fiona, która trudni się w szeroko pojętej działalności przestępczej. Jak wiadomo, gry od Telltale opierają się wyłącznie na doznaniach fabularnych, więc nie będę zdradzał więcej szczegółów.
Fabułę w Zer0 Sum poznajemy poprzez naprzemienne opowiadania Rhysa i Fiony o tym, jak doszło do ich spotkania na Pandorze. Daje nam to dwa punkty widzenia na jedną sytuację, które sumarycznie przedstawiają niebagatelną, pełną zwrotów akcji historię.
Podtytuł pierwszego epizodu, Zer0 Sum, odnosi się do jednej z grywalnych postaci w Borderlands 2. W trakcie naszej przygody spotkamy go kilka razy i zawsze pojawia się w najbardziej efektowny sposób. Jego rola jest symboliczna i przez większość czasu nie będziemy mieli z nim styczności.
Rozgrywka polega dokładnie na tym samym, co pozostałe gry studia, czyli na zaznaczaniu odpowiednich kwestii dialogowych w wyznaczonym czasie, które od czasu do czasu przeplatane są zręcznościowymi wątkami QTE. Cybernetyczne oko Rhysa wprowadza nową mechanikę, pozwalającą na skanowanie przedmiotów, zdradzając ciekawostki dotyczące danego obiektu. Właściwie tym mógłbym zakończyć omawianie kwestii podstaw rozgrywki, ponieważ deweloper nie zdecydował się na rewolucyjne zmiany w myśl zasady – jeśli coś jest dobre to, po co to zmieniać. Fiona potrafi zbierać do swojego ekwipunku pieniądze znalezione w ukrytych skrzyniach, ale w pierwszym epizodzie nie były one bardzo znaczące. Możliwe, że w przyszłości nasz portfel odegra ważniejszą rolę.
To, co mocno wyróżnia Tales from the Borderlands na tle innych gier od Telltale to poczucie humoru i komizm postaci, który jest tutaj wszechobecny. Zachowano wszystko, co znamy z uniwersum wykreowanego przez Gearbox Studio. Fabuła rozwija się w lekki i strawny sposób, pozwalający na komfortowe i bezstresowe wniknięcie w opowieść i zapoznanie się z bohaterami.
Udźwiękowienie postaci stoi na najwyższym poziomie. Telltale jest znane z tego, że potrafi idealnie dobrać głos aktora do danego bohatera, w pełni odzwierciedlając jego charakter. Niesamowite wrażenie zrobił na mnie Loader Bot, który mimo metalicznego głosu potrafił stworzyć ze mną emocjonalne połączenie. W większej części była to zasługa mistrzowskiej personifikacji tego żółtego narzędzia zniszczenia. Właśnie tak powinno się robić interaktywne filmy (seriale? – A MOŻE GRY?). Przez większość rozgrywki miałem wrażenie, że oglądam film, jednocześnie nie zapominając o mojej ważnej roli w podejmowaniu decyzji.
Nowa generacja konsol nie została jeszcze w pełni opanowana przez studio, czego skutkiem są 1 sekundowe zwiechy. Produkcje tego typu, które nie mają niesamowitej grafiki, skomplikowanych efektów cząsteczkowych ani kilkudziesięciu NPC na raz, nie powinny cierpieć na takie bolączki.
Niesamowicie cieszy przywiązanie do szczegółów. Już na samym początku rzuciła mi się czcionka dialogów, którą znamy z dużych Borderów. Holograficzny interfejs sprzętu obsługiwanego przez Rhysa również wygląda jak w rdzennej serii.
Graficznie produkcja nie mogła lepiej wpasować się w styl przyjęty przez dewelopera. Rysowana, cel – shadingowa oprawa jest z Borderlandsami od samego początku, tak więc zasiadając do Tales from nie mamy od razu wrażenia przeskakiwania na całkiem inny gatunek.
Trudno ocenia się gry tego typu po jednym epizodzie. Zakończenie nie pozostawia jednak złudzeń i możemy być pewni, że pozostałe odcinki będą trzymały równie wysoki poziom. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana Borderlands.
Dziękujemy Telltale Games za dostarczenie gry do recenzji.












Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.