Activision ostatnimi czasy specjalizuje się w wydawaniu średniej jakości gier opartych na licencjach filmowych.
Tym razem chcąc nieco polepszyć swój wizerunek Amerykanie zaprosili do współpracy bardzo znaną i renomowaną firmę jaką jest Platinum Games. Jest to ekipa odpowiedzialna między innymi za Metal Gear Rising oraz przecudowną serię traktującą o wiedźmie imieniem Bayonetta. Biorąc pod uwagę dotychczasowy dorobek studia, wybór Amerykanów był dość oczywisty i miał być kartą gwarancyjną na dobrą grę na licencji filmowej.
W ramach małego wyjaśnienia; serial animowany o takim samym tytule jak gra opowiada o losach Awatarki imieniem Korra, która ze swoimi przyjaciółmi, chłopakiem i rodziną zgłębia tajemnice magii żywiołów walcząc ze złymi bandziorami, duchami i robotami. Panowie z Platinum Games postanowili, że nie będą powielać znanej już fabuły i stworzyli swoją, typowo spin-offową historię.
W gamingowej adaptacji bajki, Korra straciła swoje moce w walce z przeciwnikami, teraz my jako gracz musimy pomóc naszej Avatarce odpowiedzieć na kilka ważnych pytań. Co się stało? Kim jest nasz antagonista? Jak odzyskać moce? Niestety tutaj natrafiamy na pierwszy i największy minus gry. Przejście całego trybu fabularnego, który składa się z 8 misji… zajmuje niecałe trzy godziny – z czego wszystkie przerywniki filmowe i ważne fabularnie kwestie dałoby się zamknąć w bloku reklamowym Polsatu.
Jednak w naszej branży często bywa tak, że denna historyjka jest tylko pretekstem do walki. Całą przygodę rozpoczynamy na meczu swego rodzaju zbijaka, w którym zamiast piłki używamy swojej magii. Jako trening bojowy (gdy jeszcze mamy moce) toczymy walkę 1 vs. 3 – bo nasi kompani spadli z areny już na “dzień dobry”. Całość wprowadza nas w klimat produkcji i stanowi pewną, jakby to poetycko ująć, klamrę kompozycyjną. Nie zdradzę zbyt dużo pisząc, iż The Legend of Korra kończy się również na stadionie podczas mistrzostw w Pro-Bending.
W dalszej kolejności mamy już do czynienia dosyć rozbudowanymi lokacjami, które co prawda są liniowe, lecz pozostawiają graczowi pewną swobodę w poszukiwaniu znajdziek. Aby odzyskać swoje utracone siły nasza Avatarka przemierzy przeróżne miasta, krainę przypominającą Arktykę oraz świat duchów – a wszystko to zostanie zwieńczone bardzo dobrą, staroszkolną walką z bossem.
Trzeba przyznać, że graficy z Platinum Games dobrze wywiązali się z powierzonego im zadania i wszystkie miejscówki utrzymują charakterystyczny klimat serialowego odpowiednika. Czyli krótko mówiąc zachowali dobrą, oryginalną kreskę.
Na zdecydowaną pochwałę zasługuje zaś system walki, który jak zwykle wyszedł Japończykom świetnie. Akcja jest bardzo szybka, wartka sekwencje ruchów odbywają się bardzo efektownie, a każdy styl walki bardzo pasuje do obieranej przy nim magii. Dla przykładu, gdy wybierzemy żywioł ziemi to nasze ruchy są powolne, mają krótki zasięg i są lekko toporne, lecz gdy uzbroimy się w ogień poruszamy się szybciej, ataki sięgają dalej – zachowuje się tak jak wypuszczane z dłoni płomienie.
Wszystkie animacje wykonano skrupulatnie i w dobry sposób oddano to co prezentuje nam bajka. Z drugiej zaś strony, zauważyłem, iż niektóre ciosy są bardzo podobne do tych, którymi posługiwał się Raiden w Metal Gear Rising.
W niektóre misje, w ramach urozmaicenia ich zawartości, wklejono elementy zręcznościowe. Czasem będzie to fragment typowo platformówkowy, a czasem bardziej rozbudowana trasa, którą przyjdzie nam przemierzyć na grzbiecie Nagi. Wspomniana istota to najwierniejszy zwierzak Korry, który jest połączeniem niedźwiedzia polarnego i psa. Gdy już dosiądziemy naszą pupilkę będziemy pędzić jak na złamanie karku przez kręte korytarze, mając do dyspozycji takie akcje ruchu jak skok, manewr w lewo lub prawo oraz jedną z trzech mocy. Pierwszą jest wodna tarcza, drugą podwójny skok powietrzny, ostatnią zaś stanowi uderzenie kulą ognia. W jednej z walk Naga będzie mogła bronić się łapami.
System walki został jeszcze wzbogacony o przedmioty, które mają działanie aktywne i pasywne, które możemy kupić w sklepie za punkty dusz zbierane podczas bitew i jako nagrodę za znajdźki. Do pierwszej grupy zaliczają się na przykład mikstury zdrowia, bądź kula zwiększająca moc Korry, druga zaś kategoria zbiera talizmany o działaniu wzmacniająco-osłabiającym. Polega to na tym, że jeden atrybut rośnie kosztem drugiego – na przykład stajemy się silniejsi, lecz można nas zabić dwa razy szybciej. W sklepie można też zakupić nowe ataki dla naszej bohaterki.
Na zakończenie warto wspomnieć o oprawie audiowizualnej, która zasługuje na zdecydowaną pochwałę. Serialowa kreska została zachowana, a muzyka bardzo adekwatnie do sytuacji buduje odpowiedni klimat i tempo. Z czystym sumieniem mogę polecić tę produkcję fanom gier Platinum Games i klimatu jaki prezentuje The Legend of Korra.
Plusy
- Dobry system walki
- Wierne odwzorowanie klimatu serialu
- Oprawa audiowizualna
Minusy
- KRÓTKA
- Fabuła
- Wymarłe lokacje
Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy firmie ABC Data




Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.
Bardzo dobra recenzja Iguś z resztą jak zwykle 😉
No dziękuję Szymonie 😀