Elden Ring Nightreign to tegoroczna kooperacyjna niespodzianka od FromSoftware. Czy nowe rozszerzenie The Forsaken Hollows jest warte uwagi?
Elden Ring Nightreign to samodzielna produkcja w świecie hitu FromSoftware, której rozgrywka skupia się na kooperacji trzech graczy. Po dziewięciu miesiącach od lutowej premiery studio zgotowało nam nowe rozszerzenie o nazwie The Forsaken Hollows. Czy wyceniony na 70 złotych dodatek jest warty swojej ceny? Przekonajmy się.
Nowe postacie


The Forsaken Hollows oferuje dwie nowe klasy nocnych wędrowców: Grabarkę oraz Uczonego. Obydwie grywalne postacie wprowadzają przyjemny powiew świeżości do rozgrywki. Każda z nich jest również nastawiona na zupełnie inny typ gameplayu, a także osobne Relikty wzmacniające poszczególne aspekty bohatera.
Grabarka


To postać, którą spędziłem najwięcej czasu w DLC. Grabarka startowo dzierży buławę i docelowo skaluje się z broniami wykorzystującymi statystyki Siły oraz Wiary. Jej zdolności opierają się na dynamicznym reagowaniu nie tylko na przeciwników, ale też na ataki swoich towarzyszy.


Umiejętność pasywna bohaterki pozwala bowiem wykonać jej zdolność ostateczną (Ohydna klątwa) za każdym razem, gdy inny gracz wykorzystuje swojego ulta – bez dodatkowego ładowania. Jest to potężny atak o wielkim zasięgu, który przebija docelowego wroga oraz wszystkich znajdujących się na naszej drodze.
Podstawową umiejętnością Grabarki jest natomiast Trans, dzięki któremu postać zyskuje bonus do szybkości ruchu i uników. Możemy nawet wykorzystać trochę paska załadowania Ohydnej klątwy, by wyzwolić Trans, który na krótki czas automatycznie unika ataków przeciwników. To idealna umiejętność do sytuacji podbramkowych, kiedy nasi towarzysze czekają na wskrzeszenie, a wściekły boss wyprowadza serie ataków nad ich ciałami.
Uczony


Ta postać jest natomiast dedykowana wsparciu towarzyszy przez rozmaite wzmocnienia, osłabienia, a nawet pętanie wrogów w krąg wspólnych obrażeń. Rozgrywka Uczonym odbywa się bardziej z tyłu akcji, co ciekawie działa zwłaszcza w drużynach trzyosobowych. Osobiście grałem w The Forsaken Hollows w duecie i nawet wtedy postać ta oferowała naprawdę angażującą i odmienną od typowego Nightreigna zabawę.


Wsparcie innych graczy podstawowo polega na umiejętności Analizy. Uczony wyciąga swój monokl i ładuje paski na każdym z przeciwników. Po pełnym załadowaniu każdego paska możemy wybrać, czy chcemy osłabić przeciwnika i podwoić obrażenia następnego ciosu, czy wzmocnić towarzysza dodatkową staminą lub barierą. Analiza wprowadza tu naprawdę interesujący element taktyczny, który zaskakująco dobrze sprawdza się w dynamicznych starciach.
Umiejętnością ostateczną Uczonego jest Komunia, podczas której wszyscy pobliscy przeciwnicy zostają spętani magiczną więzią, pod której wpływem każdy atak rozprowadza się na każdego oponenta. Jest to zdolność szalenie przydatna, zwłaszcza biorąc pod uwagę bossów wprowadzonych w The Forsaken Hollows.
Nowa mapa


Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows to nie tylko nowe klasy postaci. Rozszerzenie wprowadziło bowiem zupełnie nowy obszar rozgrywki, który możemy wybrać zamiast dostępnego w bazowej grze Limveld. Mapa ta zwana jest Wielką Pustką i jest wypełniona wyzwaniami i sekretami, których poznanie może zająć nawet dziesiątki godzin.
Mamy tu bowiem typowe dla Nightreigna przemierzanie mapy w poszukiwaniu ulepszeń i broni z pomniejszych bossów. Obszar gry stale się zmniejsza, aż nie dojdzie do koła otaczającego arenę starcia z głównym bossem, i tak dwa razy, aż nie dotrzemy do ostatecznego pojedynku. Wielka Pustka jest jednak mapą różniącą się od podstawowego Limveld swoją wertykalnością. Będziemy więc skakać tuż pod sufit i dawać nura do podziemnych krypt opanowanych przez Pająkoskorpiony.



Mamy tu też dodatkowe cele, chociażby w postaci kryształów, po których zebraniu dostaniemy potężne wzmocnienie znacznie ułatwiające rozgrywkę. Inną, dość problematyczną aktywnością poboczną, jest wieża, w której musimy pokonać trzech różnych bossów, by zyskać cenne nagrody. Niestety wieża wiązała się dla mnie dość emblematyczną wadą całego Elden Ring Nightreign – stale zmniejszający się obszar gry nie pozwala na spokojną eksplorację. Miejsca, które w pierwotnym Elden Ring zajęłyby godziny zwiedzania, tutaj są jedynie chwilowymi przystankami na ciągłej drodze.
Bossowie



Wreszcie docieramy do tego, co soulsiarze lubią najbardziej – starć z potężnymi bossami. Twórcy przedpremierowo określali The Forsaken Hollows jako rozszerzenie mające stawiać wyzwanie nawet zaprawionym w boju nocnym wędrowcom. I faktycznie, wyzwanie jest tu niemałe. Grając w pojedynkę w podstawową grę nie miałem większych problemów z poziomem trudności poza starciami ewidentnie zaprojektowanymi pod trójkę graczy. Tutaj już od pierwszych chwil niełatwo było odeprzeć wrażenie, że samemu nie zdziałam zbyt wiele. Resztę rozgrywki spędziłem zatem grając w duecie (opcji, która została wprowadzona kilka miesięcy po premierze gry).
The Forsaken Hollows wprowadza dwa nowe cele ekspedycji, które wiążą się z kilkoma wariantami bossów pomniejszych i tych pojawiających się na koniec dnia. Weterani serii ucieszą się z powrotu Rycerza Artoriasa i duetu Demonów z Dark Souls. Znajdziemy tu też piekielnie wymagającą walkę z Mohgiem znanym z pierwotnego Elden Ring. Każdy z powracających bossów został podrasowany o nowe ataki i fazy (nawet Artorias!), więc nie jest to zwykła powtórka z rozrywki. Niektóre starcia bywają oczywiście dosyć irytujące za sprawą statusów ciągle nakładanych na naszych bohaterów, ale z tym fani FromSoftware zdążyli się już obyć przez wszystkie lata zmagania się z różnymi Soulsami.



Balancers
Na osobną wzmiankę zasługują dwie walki finalne pod koniec każdej z ekspedycji. Pierwszą z nich jest Balancers, którzy są moim zdaniem jedną z najlepiej zaprojektowanych walk grupowych w całej serii. Boss zmusza nas do ciągłego kontrolowania pozycji ośmiu przeciwników. Teleportacja głównego Balancera w drugiej fazie wymagała zapowiadania ruchu drugiemu graczowi, co świetnie sprawdzało się podczas gry z przyjacielem.
Dreglord
Drugim finalnym bossem jest Dreglord, który będzie wyzwaniem dla najbardziej wprawionych w boju graczy. Jego walka przypomniała mi mocno o Gaelu z Dark Souls 3, co jest skojarzeniem zdecydowanie na plus. Dreglord jest bowiem szalenie agresywny i wyprowadza nieustępliwe serie ataków, które nakładają na graczy najgorszy w grze status Scarlet Rot. Przeciwnik dodatkowo zaprasza do walki pomniejszych wrogów, których sam niszczy i tym samym wzmacnia swoje ciosy. Czasem wzmocnienie przekraczało nawet granicę absurdu i zbijało cały pasek zdrowia gracza jednym szybkim atakiem.
Werdykt


Elden Ring Nightreign: The Forsaken Hollows to całkiem obszerne rozszerzenie, które jest warte powrotu do Limveld. Największym minusem, poza czasami absurdalnym poziomem trudności, jest tu brak nowych broni, co negatywnie działa na regrywalność Nightreigna. Dostajemy jednak w zamian przepastną mapę, dwie naprawdę potężne postacie oraz szereg bossów, którzy będą wyzwaniem dla najmocniejszych nocnych wędrowców. Jeśli podstawowa gra przypadła Wam do gustu, DLC będzie bardzo dobrym zakupem, który dostarczy rozrywki nawet na dziesiątki godzin.
Egzemplarz recenzencki podstawowej gry i dodatku dostarczyła Cenega.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.