Wiedźmina nie trzeba przedstawiać żadnemu graczowi. Geralt z Rivii od lat funkcjonuje w zbiorowej świadomości fanów na całym świecie. Za sprawą sagi Andrzeja Sapkowskiego, znakomitej serii gier studia CD Projekt RED oraz serialu Netflixa, biały wilk stał się jedną z ikon współczesnej popkultury. Wszystkie te dzieła łączy jednak jeden istotny element – są to produkcje skierowane głównie do dorosłego odbiorcy. Przemoc, mroczne motywy i trudne wybory moralne sprawiają, że nie jest to świat przeznaczony dla dzieci.

Nietypowe uniwersum Wiedźmina
A co, gdyby spróbować przygotować coś, co można byłoby bez obaw podsunąć młodszym czytelnikom? Do podobnych wniosków doszła grupa pracowników CD Projekt RED, czego efektem jest komiks Wiedźmineczka – nietypowe, ale bardzo sympatyczne spojrzenie na uniwersum Wiedźmina.
Na samym początku pozwolę sobie przytoczyć krótką historię z życia. Mój znajomy grał kiedyś w Wiedźmina 3, gdy przyłapali go na tym jego synowie. Postanowił więc pokazać im grę, ale, jako odpowiedzialny rodzic, ograniczył się wyłącznie do jej najbardziej neutralnych elementów. Jeździł po lesie na Płotce, zbierał zioła, warzył eliksiry i unikał walk z potworami. Efekt? Chłopcy tak wkręcili się w świat Wiedźmina, że dziś podczas spacerów po lesie bawią się w Geralta, tworząc własne „eliksiry” z mchu, liści i patyków.

Dziś istnieje jednak znacznie prostszy sposób, by wprowadzić dzieci w ten świat w przystępnej i bezpiecznej formie. Wiedźmineczka to zbiór krótkich, humorystycznych historyjek, które w lekki i ciepły sposób pokazują Geralta opiekującego się małą Ciri w Kaer Morhen. Już w pierwszej opowieści wiedźmin próbuje nakłonić dziewczynkę do sprzątania pokoju, wpadając na pomysł wspólnego polowania… na potwora z kurzu. Takich pomysłowych i uroczych scen jest tu znacznie więcej.
Krótka historia
Każda historia zajmuje od trzech do pięciu stron, dzięki czemu idealnie nadaje się do szybkiego czytania, nawet na raty. Całość dopełniają kolorowe, bardzo ekspresyjne ilustracje autorstwa Giady Carboni, które świetnie oddają humor opowieści i nadają jej bajkowego charakteru, jednocześnie nie tracąc wiedźmińskiej tożsamości.
Kiedy Wiedźmineczka trafiła w moje ręce, naturalnym odruchem było przeczytanie jej moim synom przed snem. Szybko jednak okazało się, że w tej formie komiks sprawdza się średnio. Oferuje on narrację nie tylko słowną, ale również wizualną. Akcję trzeba śledzić kadr po kadrze, w odpowiedniej kolejności. Czytanie na głos wymaga więc ciągłego pokazywania palcem, o który fragment ilustracji w danej chwili chodzi, co skutecznie wybija z rytmu opowieści.

Nie jest to oczywiście zarzut skierowany bezpośrednio w stronę Wiedźmineczki, lecz raczej cecha charakterystyczna komiksów jako medium. Z tego powodu, jeśli planujecie zakup z myślą o przedszkolakach, być może warto się jeszcze chwilę wstrzymać. Zdecydowanie lepszym momentem będzie czas, gdy dziecko zacznie samodzielnie czytać i odkrywać historie na własnych zasadach. Nic nie stoi natomiast na przeszkodzie, by rodzice w międzyczasie sami zapoznali się z poszczególnymi opowieściami.
Podsumowanie
Podsumowując, Wiedźmineczka to bardzo udany i pomysłowy komiks. Cieszy mnie, że ktoś odważył się wyjść poza utarte schematy tego uniwersum i zaproponować coś tak nietypowego. To świetny przykład na to, że można zachować ducha oryginału, jednocześnie otwierając świat Wiedźmina na zupełnie nową grupę odbiorców. Jeśli macie w domu dzieci, które potrafią już samodzielnie czytać komiksy – to prezent niemal idealny. A jeśli dzieci nie macie… cóż, też możecie po niego sięgnąć. Serio. Nikt tego nie sprawdza.
Książkę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Znak
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.