Giraffe and Annika zaintrygowało mnie już od pierwszego zwiastuna. Nie bardzo wiedziałam czego się po tej grze spodziewać. Rytmiczna mini gra jako system walki i obietnica bogatej w historię wyspy wzbudziły moją ciekawość. Dalej jednak nie wiedziałam, czego dokładnie powinnam oczekiwać. Czym tak naprawdę jest Giraffe and Annika i czy warto poświęcić jej czas?
Annika, główna bohaterka, to mała dziewczynka z kocimi uszami i ogonem. Sterujemy nią od samego początku przygody. Ta zaczyna się niepozornie. Ot nagle znajdujemy się na ograniczonej wiejskiej przestrzeni, bez celu, mini mapy, znaczników, czy jakiegokolwiek wstępu. W miarę jak sprawdzamy teren, w końcu nie pozostaje nam nic innego, jak wejść do położonej nieopodal chaty. Po tym odkryciu dostajemy torbę podróżną i spotykamy drugiego tytułowego bohatera – Giraffe. Niestety zawiodę Was – jest to młody chłopak, który również ma kocie uszy, nie jest nawet choć trochę podobny do żyrafy. Jegomość opowiada nam o 3 magicznych kamieniach, które ukryte są w lochach. Niestety nie może przekroczyć wrót do tych groźnych lokacji i prosi nas o pomoc. Nie pozostaje nam nic innego, jak przystać na propozycję wspólnej przygody i dalej poznawać wyspę. Na początku podróży włącza się krótka scenka animowana z kilkoma kadrami komiksu, który prowadzi dalej narrację. Niestety twarze bohaterów są rozmyte lub ucięte, co sugeruje, że nasze wspomnienia nie są w pełni dostępne. Z opisu gry wiedziałam, że główna bohaterka odzyska pamięć razem z progresem w fabule, dlatego czym prędzej ruszyłam naprzód. Pierwszy loch był od razu dostępny i niestety był tez pierwszym rozczarowaniem w grze. Rytmiczne potyczki, które widziałam na zwiastunie były zarezerwowane tylko dla bossów. Każdego innego napotkanego wroga należy omijać, nie można ich w żaden sposób pokonać. Eksploracja lochów polega jedynie na zwiedzeniu wszystkich kątów w poszukiwaniu znajdziek i dotarciu do jedynego przeciwnika, któremu możemy stawić czoła.
Rytmiczna walka.
Z wewnętrznej listy trofeów dowiedziałam się ile mini gier na mnie czeka. Tutaj spotkałam się z kolejnym rozczarowaniem. Otóż gra oferuje jedynie 5 utworów. W dodatku są bardzo słabej jakości. Do samej mechaniki przejdę za chwilę, ale muzycznie twórcy w ogóle się nie postarali. Praktycznie każda melodia brzmi jak tani kawałek kupiony w byle jakim stocku.
Sama walka też nie należy do najciekawszych. Z początku musimy jedynie wciskać jeden przycisk, kiedy świetlna kula się do nas zbliża. W ten sposób możemy ją odbić w stronę przeciwnika. Im dalej w las, tym trudniejsze piosenki, a dodatkowo wróg będzie ciosał w nas jeszcze kolejnymi zaklęciami. Jeśli damy się trafić, to nie tylko stracimy część życia, ale też utracimy kontrolę nad bohaterką na kilka sekund. To zaowocuje najprawdopodobniej brakiem reakcji na nadlatującą kule do odbicia, a każde pudło to kolejne obrażenia dla nas. Niby nie brzmi skomplikowanie, ale uwierzcie mi, że poziom trudności jest dość wyśrubowany. Same utwory tez nie zachęcają do powtarzania ich i poprawiania wyników. Jedyną ciekawostką jest piosenka z oceanicznego lochu – ma elementy charakterystyczne dla muzyki z Okinawy czyli „japońskich hawajów”.
Wyspa i jej eksploracja.
Czy wrota do miejsca z wrogami są tak po prostu dla nas dostępne? Otóż nie, aby do nich dotrzeć twórcy wypełnili nam czas nielubianymi przez graczy pomniejszymi przygodami, które na ogół zamykają się w schemacie „znajdź 3 przedmioty x i przynieś” lub „w określonym czasie znajdź x przedmiotów”. Na ogół nie wnoszą one nic do fabuły i jedynie sztucznie utrudniają nam drogę z lochu do lochu, udając wyzwanie do wykonania. Są nużące, powtarzalne, a co najgorsze – nie są opcjonalne. Jak się później okazało, nawet znajdźki, które na ogół nie mają większego zastosowania poza zbieraniem ich do wbicia osiągnięcia są w jakimś stopniu wymagane przez grę do odblokowania jednej z późniejszych lokacji. Bardzo boli też fakt, że każda aktywność jest bardzo mocno oskryptowana, aż do przesady. Spotkał mnie paradoks: odnalazłam jeden z potrzebnych przedmiotów w innej kolejności niż zasugerowała mi gra. Ponieważ ścieżką dialogowa miała zapisaną tylko jedna kolejność rozegrania zadania, postać Giraffe nie zareagowała na to, że jedną z wymaganych rzeczy już posiadałam. Mimo tego, że przedmiot x był w mojej torbie, bohaterka wciąż w rozmowie mówiła „ale gdzie ja znajdę x…”.
Zablokowało to inne opcje dialogowe, przez co nie udało mi się uzyskać wskazówki, gdzie szukać reszty potrzebnych elementów…
Historia
Cała gra jest tutaj interaktywą formą do opowiedzenia historii. Z każdą scenką animowaną odkrywają się kolejne części wspomnień Anniki. Dowiadujemy się kim jest Giraffe, co dla niej znaczy, z kim walczymy przez cały tytuł. Wszystko jest jednak mocno zagmatwane i bardzo chaotycznie opowiedziane. Aż do animacji kończącej trudno odgadnąć motywację antagonistki do walki. Kiedy juz ją poznałam, nie mogłam przez chwilę uwierzyć, co się zadziało. W moim odczuciu to, z czym się zetknęłam nie było było warte tych kilku godzin, które poświęciłam na grę.
Przewidywałam, jak może się skończyć wątek fabularny, ale wciąż łudziłam się, że czeka mnie jeszcze jakieś drugie dno. Ostatecznie jestem zawiedzioną tak historią, jak i sposobem, w jaki została opowiedziana. Bez problemu mogę sobie przypomnieć wiele niezależnych produkcji, którym udało się wykreować ciekawszą i bardziej zapadającą w pamięci narrację. Gier, które opowiedziały historię, o której chcę pamiętać, którą potrafię odnieść do siebie. Nie przeczę, że ta opowiedziana w Annika i Giraffe jest zupełnie oderwana i nie znajdzie się nikt, kto się z nią utożsami. Uważam jednak, że powtarzalne, puste lokacje, oskryptowane i nudne zadania oraz frustrujące elementy platformowe nie pomogą nikomu się w nią zagłębić.
Czy warto?
Do kogo skierowana jest ta produkcja? Przez wysoki próg cenowy i brak lokalizacji nie mogę jej zakwalifikować jako rodzinnej rozgrywki. Trudno mi tez polecić ją fanom gier niezależnych, których przyciąga do tego gatunku chęć poszukiwania ciekawych historii w prostych produkcjach. Fani AAA też będą zawiedzeni – dostajemy tutaj krótką, zamkniętą i mocno ograniczoną produkcję o słabej oprawie audio-wizualnej. To tytuł z potencjałem, któremu ostatecznie zabrakło dopieszczenia albo budżetu.










Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.