Co właśnie trafiło do moich skromnych rąk… Pathologic 2 to nic innego jak gra oparta na swoim pierwowzorze z 2005 roku. Jako gracz wcielamy się w postać młodego chirurga o imieniu Artem Burakh. Cała rozgrywka, jak się później okazuje, ma trwać 12 dni. W tym czasie mamy powstrzymać tajemniczą zarazę, która dziesiątkuje miasteczko, do którego trafiamy. I choć atmosfera jest niepokojąca i nawet można powiedzieć, że trochę dziwna, to w spodnie nikt nie powinien narobić. Nic nas znienacka nie wystraszy i nie sprawi, że nie prześpimy kolejnej nocy – choć gra zaraża smętnym i ponurym nastrojem.
Pathologic 2 to specyficzna gra. Przenosi nas do miasteczka znanego jako miasto na rzece Gorkhon (the Town on Gorkhon). Mój “umysł” został wrzucony w postać Artema Burakha, którego ojciec (lekarz tego miasteczka), w tajemniczym liście poprosił go o możliwie jak najszybszy powrót do domu. Żeby nieco podkręcić atmosferę, okazało się, że ojciec Artema przeczuwał nadciągającą katastrofę. Zaczynamy od wysiadania z pociągu i faktu, że zostajemy zaatakowani przez trzech napastników. Odkrywamy, że jego ojciec został zamordowany, a po ulicach dziwnie nawiedzonego chorobą miasteczka krążą żądni zemsty mieszkańcy. Jakie mamy zadanie? Przekonać włodarzy miasteczka o swojej niewinności, a przede wszystkim rozwikłać tajemnicę śmierci ojca i zdecydować, czy chce kontynuować jego dziedzictwo. Plaga się rozprzestrzenia, a my mamy 12 dni na rozwiązanie zagadki. Co to będzie, co to będzie…?
Z czym mamy do czynienia?
A no z grą, na którą mamy 12 dni, a czas nieustannie nam umyka. Duża część wydarzeń (również tych istotnych) odbywa się bez naszego udziału, więc trzeba się pogodzić z myślą, że nie zrobimy wszystkiego i nie pomożemy każdemu. Czego byśmy nie robili, musimy stale monitorować wskaźnik głodu, pragnienia, zmęczenia i odporności organizmu. W strasznym tempie to maleje, a lekarstw i całej reszty jest na tyle mało, że zaczyna się zabawa w walkę o przetrwanie. Czasami możemy handlować z innymi mieszkańcami, w zamiar za interesujący ich towar. Żeby to się mogło udać, musimy wypracować solidny poziom zaufania wśród nich.
Jak to wygląda?
Na samym początku wylądowałam w jakimś teatrze i nie do końca wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, chodziłam po omacku, szukając podpowiedzi. Po chwili wszystko stało się już nieco jaśniejsze, choć przyznaję – pierwsze wrażenie co do gry brzmiało “Jakieś to dziwne, nie chce mi się”. Podejrzewam, że jest to wina specyficznego klimatu i, jakby nie było, lekko dziwnej atmosfery panującej w grze.
Podążamy za wskazówkami, prowadzimy dialogi z napotkanymi postaciami. Mamy podczas nich do wyboru kilka opcji, od nas zależy, jak potoczy się rozmowa. Przyznaję się bez bicia, że kilka razy klikałam coś po omacku, bo się mi nie chciało, ale nie sprawiło to, że świat w grze się zawalił niczym w filmie interaktywnym. No a co za tym idzie, dotarłam do miejsca, do którego miałam dotrzeć.
Jakieś to wszystko…
…absolutnie mnie nieprzekonujące. Sytuacja, w jakiej się znajdujemy, jest wręcz fatalna. Gdyby tego było mało, trzeba ciągle walczyć o przetrwanie, gdyż na każdym kroku ktoś czyha, by zabić naszego bohatera. Dlaczego? A no dlatego, że Artem jest podejrzany o morderstwo, którego nie popełnił. Zbliżymy się do zainfekowanego miejsca – zginiemy i gra rozpoczyna się w zapisanym wcześniej momencie. Biegamy po miejscówkach, pokojach, szukamy w szafkach przydatnych rzeczy (w tym butelek na wodę i elementów pozwalających zwiększyć naszą ochronę). A gdzieś, pomiędzy tym całym survivalem, musimy jeszcze sprawić, by choroba przestała się rozprzestrzeniać tak szybko i całkowicie się jej pozbyć.
Wysoki poziom trudności w Pathologic 2 – tak się przynajmniej wydaje
Gry jeszcze nie skończyłam, ale nie zmienia to kilku faktów. Co mam na myśli? To, że grając w Pathologic 2, historia, choć całkiem ciekawa, schodzi na drugi plan. Co zaprząta nam myśli? Szukanie zasobów i bieganie po miasteczku. Samo handlowanie NPC-ami zajmuje wiele czasu i może zniechęcać do kontynuowania dalszej rozgrywki, bo można odnieść wrażenie, że marnuje się czas. Co z tym poziomem trudności? Każdemu gdzieś powinie się noga i zdarzy się, że nasz główny bohater zginie. W konsekwencji, po ponownym odrodzeniu gra wskakuje na nieco trudniejszy poziom. Nawet się zdziwiłam, kiedy byłam (tak mi się wydawało), całkiem daleko w grze, a po tym, jak zbliżyłam się do zainfekowanego miejsca, gra wróciła na… prawie sam początek. Czyli zapis w grze jest możliwy, ale w kilku miejscach i solidnych odstępach czasu.
Uśmiałam się jedynie, kiedy miałam okazję pierwszy raz bić się “na ręce” w grze. Nie dość, że nie umiałam opanować kamery, bo czułam się jak na ringu, to sam atak był jakiś… dziwny. Nie, żebym spodziewała się fajerwerków, jednak jak już się bić, to na całego. Prawy prosty, hak i blok to niezbyt wiele jak na początek, ale naprawdę, było mi wtedy zabawnie.
Dziękujemy wydawcy tinyBuild za dostarczenie kodu recenzenckiego.



















Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.