Croc powrócił na aktualnych konsolach w drugiej odsłonie swoich przygód. Zobaczmy, czy warto po nie sięgnąć.
Niemal 30 lat temu ukazała się gra Croc 2: Kingdom of the Gobbos. Wspominam tę platformówkę jako jeden z najprzyjemniejszych tytułów mojego dzieciństwa. W minionym roku ukazała się odświeżona wersja „jedynki”. Recenzowałem ją na przenośnym komputerze Lenovo Legion Go, a do odpowiedniego artykułu możecie przejść z tego odnośnika. Jako że uważałem „dwójkę” za jeszcze lepszą odsłonę, z chęcią sięgnąłem po jej odnowioną edycję. Czy należy mieć ją w swojej bibliotece? Odpowiedź znajdziecie w niniejszej recenzji.
Historia




Jak przystało na platformówkę z końcówki lat 90. XX wieku, nie może być mowy o rozbudowanej opowieści. Nie wyjawię oczywiście całej historii, ale przedstawię Wam jej główne założenia. Mianowicie tytułowy Croc żyje spokojnie ze swoją przybraną rodziną, Gobbosami. Pewnego dnia odnajduje list w butelce, z którego wynika, że gdzieś na świecie są inne krokodyle poszukujące swojego syna. Postanawia więc wybrać się w podróż, której zwieńczeniem może być odnalezienie prawdziwych rodziców. W międzyczasie nemezis Croca, Baron Dante, jest przywołany przez tajemniczy mroczny obrządek. Wszystko to sprawia, że będziemy musieli odwiedzić cztery krainy i zmierzyć się z kilkoma sługami Dantego. Nie napiszę naturalnie, jakie jest zakończenie, ale nie ma się co oszukiwać. Historia jest zaledwie pretekstem do przechodzenia kolejnych poziomów i zbierania różnego rodzaju znajdziek. Jeśli rozważacie zakup tej produkcji ze względu na fabułę, to raczej się zawiedziecie. Nie znaczy to bynajmniej, że nie warto zainteresować się recenzowanym tytułem. Już tłumaczę dlaczego.
Rozgrywka




Jak na pewno wiecie – a jeśli nie, to widzicie to na zrzutach ekranu, które wstawiłem do tego artykułu 😉 – Croc 2: Kingdom of the Gobbos to trzecioosobowa platformówka odznaczająca się charakterystycznym nieco karykaturalnym stylem. Podczas kilkugodzinnej przygody odwiedzimy co najmniej cztery biomy – okolice plaży, zimową krainę, prehistoryczny świat oraz wioskę tubylców. Aby odblokować kolejne krainy, musimy pokonać dwóch (niekiedy dwoje) bossów stanowiących problemy dla zamieszkujących dany świat Gobbosów. Jednym z takich bossów jest wielka ośmiornica, w którą musimy rzucać wybuchającymi beczkami po przedostaniu się w odpowiednie miejsce. Jest też powietrzne starcie, w którym wsiądziemy do samolotu i będziemy z niego strzelać do wspomnianego strażnika. Oczywiście starć jest więcej, ale to recenzja, a nie opis przejścia gry czy poradnik 😉




Każdy biom składa się z kilku poziomów, które możemy wykonywać w dowolnej kolejności. Podchodzimy po prostu do drzwi oznaczających wejście do etapu i rozgrywamy poziom. Co istotne, do wyboru mamy jeden z trzech poziomów trudności. Na Remastered nasze zebrane kolorowe klejnoty (pełniące rolę znajdziek) zachowują się po wyjściu z etapu. Możemy jednak postawić również na taki poziom trudności, w którym musimy zebrać wszystko za jednym razem. Kiedy już skompletujemy 5 kolorowych klejnotów, możemy postarać się zdobyć specjalną złotą statuetkę w dedykowanym dodatkowym fragmencie poziomu. Jeśli się nam to powiedzie, dostaniemy złoty puzzel. Zebranie ich wszystkich odblokuje kolejne poziomy. Warto więc uważnie eksplorować wszystkie poziomy w każdym biomie.




Nie ma przeszkód w ponownym przechodzeniu ukończonych poziomów. Co istotne, przed drzwiami widzimy nie tylko zestawienie zebranych klejnotów, ale też – jeśli ją zdobyliśmy – specjalną złotą unoszącą się statuetkę. Z daleka możemy więc zorientować się, czy już przeszliśmy dany poziom na 100%. Aby tego dokonać, niezbędne będzie kupowanie specjalnych przedmiotów w sklepie Pete’a, Za zdobywane kryształy (standardowe, których jest po 100 w każdym poziomie) możemy kupić na przykład małego robota i “trampolinę” w trzech wariantach. Zdecydowanie rekomenduję zawsze mieć przy sobie po jednym z tych przedmiotów. Możemy natknąć się na miejsca, w których musimy skorzystać z trampoliny lub robota, aby pozyskać dodatkowe życie lub kolorowy kryształ. W świecie znajdziemy też dodatkowe aktywności – na przykład kompletowanie bałwana czy zawody w skoki na trampolinie albo wyścigi samochodowe. Poziomy te nie są długie, ale wprowadzają pewne bardzo mile widziane urozmaicenie.
Udźwiękowienie i grafika




Croc 2: Kingdom of the Gobbos nie ma najwybitniejszej muzyki na świecie, ale nie znaczy to, że nie ma jednocześnie niczego, na czym można zawiesić ucho. Przede wszystkim muzyka różni się nieco zależnie od biomu, w którym działamy. W świecie śnieżnym można na przykład usłyszeć co jakiś czas dzwonki sań, a w prehistorycznym biomie będą przygrywały dawne bębny. Biomy różnią się również wizualnie. Nie chodzi tylko o poziomy, co jest oczywiste, ale i zamieszkujące je Gobbosy. Natrafimy na warianty w ciepłych ciuchach z czapeczkami i szalikami, będą również Gobbosy w majtkach kąpielowych. Podobne urozmaicenie dotyczy oponentów. Jasne, na dobrą sprawę występują te same modele oponentów, ale w jednym świecie będą oni w stroju plażowym, a w innym na przykład z prehistoryczną przepaską.
Trzeba mieć świadomość, że oryginalna gra ma 27 lat, a recenzowana odsłona to Remaster, a nie remake. Niemniej doceniam też możliwość wybrania w ustawieniach wyświetlania filtrów CRT, VGA lub braku takiego zniekształcenia. Podoba mi się też opcja postawienia na odświeżone lub klasyczne modele postaci. Generalnie gra wygląda przyjemnie dla oka, aczkolwiek na pewno nie jest to poziom „dzisiejszych” produkcji. Nie zmienia to faktu, że na Nintendo Switch 2 – głównie przenośnie – nie narzekałem na stronę wizualną. Zwłaszcza, że gra działa bardzo płynnie – w 60 klatkach na sekundę.
Podsumowanie




Croc 2: Kingdom of the Gobbos to bardzo przyjemna gra, którą zdecydowanie powinni zainteresować się miłośnicy platformówek. Rozgrywka jest dość prosta, ale to właśnie dzięki temu w moim przekonaniu idealnie sprawdza się między innymi w krótkich sesjach na Nintendo Switch 2. Z perspektywy użytkownika tej konsoli doceniam również dodanie wewnętrznych osiągnięć. Za kończenie poziomów i odpowiednie działanie (na przykład pokonanie bossa bez odniesienia obrażeń) przyznane zostanie nam odznaczenie, które możemy zobaczyć w zakładce osiągnięć w grze. Jako że Nintendo nie ma wewnętrznego systemu trofeów czy osiągnięć, podoba mi się dodanie takiej funkcji przez Argonaut Games. Zawsze jest to jakieś dodatkowe wyzwanie i motywacja do bardziej przemyślanej rozgrywki.




Nieźle wypadają również zakulisowe materiały na temat tworzenia i promowania gry. Produkcja ta nie jest co prawda długa – jej ukończenie nie powinno zająć więcej niż 6, maksymalnie 8, godzin. Niemniej jest to czas bardzo fajnie spędzony i ja z przyjemnością wróciłem do tej gry. Mam też nadzieję, że odniesie ona na tyle spory sukces, że powstanie Croc 3. Kto wie, może w otwartym świecie i z „dzisiejszą” oprawą wizualną? Nie ukrywam, że marzy mi się tak świetnie wyglądający – i przyjęty – Croc 3 jak Astro-Bot. Czy się tak stanie? Czas pokaże.
Kod recenzencki zapewniło studio Argonaut Games.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.