Pod koniec listopada na konsolach Xbox pojawił się CloverPit. Najnowsza gra-obsesja oparta jest na hazardzie i szczęściu.
CloverPit to taka gra-koszmarek. Ohydna, całkiem paskudna i o słabej estetyce. Chociaż czego innego moglibyśmy się spodziewać, po zamknięciu w małej celi, gdzie na slotach próbujemy odrobić nasz dług? Jako jedynego kompana mając muchę i kogoś walącego co jakiś czas w metalowe ciężkie drzwi.
Rozgrywka
Jeśli chcieliście kiedyś spędzić godziny na graniu w jednorękiego bandytę bez potrzeby wydawania prawdziwych pieniędzy — oto jest, Cloverpit! To jednak nie tylko sloty, ale też cały szereg mechanizmów “obok”, które modyfikują rozgrywkę.
W takiej grze mnóstwo będzie zależeć od naszego szczęścia, choć wraz z postępem rozgrywki będziemy w stanie temu szczęściu trochę “pomóc”. Bardzo szeroki arsenał talizmanów upewni się, że nie będziemy się nudzić, a każda kolejna runda będzie inna od poprzedniej.



“Rozgrywka” polega na klikaniu, zarówno drążka naszego jednorękiego bandyty, jak i znajdującego się poniżej maszyny przycisku, aktywującego specjalne talizmany. Klikać będziemy też by zwrócić pieniądze do bankomatu czy kupić talizmany.
Raz na jakiś czas, po spłaceniu aktualnego długu, odbierzemy też telefon, który złoży nam ofertę. Nie zawsze najkorzystniejszą.
Jak w to grać?
Trochę ciężko wytłumaczyć, jak gra się w CloverPit, bo większość zależy od szczęścia (jak już mówiłam) i od (losowych) modyfikatorów. Gra jest w teorii monotonna, ale o to przecież chodzi. Do przodu pcha nas jednak wizja opuszczenia pokoju, a także prawie 200 talizmanów do odblokowania, 20 kart do zebrania i dodatkowe cele z nimi związane. Ufff. Naprawdę dużo roboty!
Po spędzeniu zbyt wielu (70+) godzin, do “szczęścia” brakuje mi już tylko połowy holograficznych kart i jednego talizmanu. Dam radę!
I choć to nie jest gra, która wywoła w Was wiele emocji, to jednak będzie świetnym przerywnikiem. Idealną grą na rundkę czy dwie, jak Balatro czy Vampire Survivors w poprzednich latach. Roguelite świetnie tu pasuje, czasem wciągając nas na pół godziny, innym zrzucając w przepaści po zaledwie kilku minutach.



A samych technik jest zapewne tyle, ile graczy. Bo choć w teorii inwestowanie w siódemki wydaje się być idealną strategią, o tyle możemy nigdy nie znaleźć potrzebnych talizmanów czy opcji w telefonie. Cóż, pech, trzeba sobie radzić inaczej! I wykorzystywać to, co mamy, zamiast snuć plany i liczyć, że dopisze nam szczęście.
Oprawa audiowizualna
Cloverpit wizualnie jest paskudne, ale o to tu chodziło. VHS-core świetnie pasuje do wręcz brutalnego klimatu celi i długów spłacanych hazardem. Wszystko utrzymane jest w tym samym tonie i się sprawdza. Dźwięków w grze jest trochę, różne talizmany będą miały różny dźwięk aktywacji, a zegar szybciej znacznie tykać, gdy będziemy mieli zaraz spaść w przepaść.
Ups.









Podsumowanie
CloverPit to ciekawa pozycja, którą moim zdaniem warto sprawdzić. Zainstalujcie na chwilę (jest w Game Passie) i sprawdźcie, czy to leniwa pozycja na “blah” chwile w waszym gamingowym życiu. Ja lubię wyzwania, szczególnie takie, które nie wymagają zbyt dużo myślenia. Weźcie jednak pod uwagę, że taki typowy “run” w grze potrafi trwać i godzinę. No cóż. Można i zarwać przy tym nockę, prawda?

Ciekawostka: CloverPit działa też na Xbox One, więc z ciekawości odpaliłam kiedyś grę na starej konsoli. Optymalizacja woła o pomstę do nieba i w moim odczuciu jest to raczej niegrywalne. I nie chodzi już nawet o bycie rozpieszczoną nową generacją, bo lagujące animacje w grze z taką grafiką i estetyką były ciut niespodziewane.
Gra na ten moment dostępna jest na konsolach Xbox One i Series, a także na PC i urządzeniach mobilnych. Gracze na PlayStation i Nintendo Switch muszą się uzbroić w cierpliwość.
Grę do recenzji dostarczył Xbox.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.