Plagiat, czy hołd? Oto jest pytanie!
Trylogię Banner Saga zna chyba każdy fan taktycznych gier RPG z elementami strategii. To świetna gra z wciągającą fabułą nawiązującą do mitologi nordyckiej. To także gra, która wyróżnia się piękną kreskówkową grafiką charakterystyczną dla bajek z lat dziewięćdziesiątych kreską. Ten sam kierunek w tworzeniu Ash of Gods Redemption obrali deweloperzy z rosyjskiego studia AurumDust. Zanim gra trafiła w pierwszej kolejności na komputery osobiste w 2018 roku odbyła wcześniej kampanię na Kickstarterze. Twórcy potrzebowali jedynie 75 tysięcy dolarów. Zbiórka zakończyła się sukcesem i uzyskano ponad 10 tysięcy więcej niż potrzebowano.
Zanim zaczniemy oskarżać Rosjan o plagiat warto wspomnieć, że już w trakcie kampanii kickstarterowej twórcy przyznali, że ich dzieło jest inspiracją i hołdem dla Banner Sagi. Jest to bardzo udany hołd, gdyż Ash of Gods nie jest jedynie kalką wspomnianego dzieła studia Stoic. Rosjanie mają nam do zaoferowania coś więcej. W Ash of Gods stajemy się jednym z nielicznych śmiałków, którzy zbierają się w drużynę, by zatrzymać plagę mroku i śmierci niszczącą ich krainę. Wraz z postępami fabularnymi nie tylko możemy uratować bohaterów przed niepotrzebnym ryzykiem, ale nasze działania mogą równie dobrze wystawić ich na niebezpieczeństwa.
Oprawa graficzna gry jest zainspirowana pracami Ralpha Bakshi, starymi bajkami Disney’a oraz twórczością radzieckiego studia animacji Soyuzmultfilm z lat 60-tych. Najwięcej zmian znajdziemy w systemie bitew turowych. Początek jest taki sam, rozstawiamy swoją armię na wybranych polach, a następnie na przemian z przeciwnikiem wykonujemy ruch. Nasi wojownicy wyposażeni są w dwa paski – jeden jest od zdrowia, drugi od energii. Postać ginie, gdy pasek zdrowia spadnie do zera. Jednak gdy postać najpierw straci pasek energii, to kolejne ciosy zadają podwójne obrażenia. Większość ataków naszych bohaterów pozwala wybrać pomiędzy obrażeniami zdrowia lub energii. Pasek energii ponadto jest wykorzystywany do dalszego poruszania po mapie opartej na kwadratowych polach oraz do używania potężnych umiejętności. Zasięg standardowych ruchów pokazują nam niebieskie pola, a pomarańczowe są poza naszym zasięgiem, ale możemy się do nich dostać, wykorzystując zgromadzone punkty energii.
Kolejnym urozmaiceniem w walce są magiczne karty. Te początkowe pozwalają zadawać niewielkie obrażenia przeciwnikom oraz leczyć sojuszników. W dalszym etapie gry staniemy się posiadaczami bardziej potężnych kart, które swoimi mocami będą wpływać zarówno na przeciwników, jak i naszych wojowników. Karty posiadają informacje w górnym lewym rogu, od której rundy można ich użyć. Każdej karty można użyć tylko raz podczas bitwy. Tych lepszych kart nie zdobywamy od razu, najczęściej musimy znaleźć lub kupić kilka części. Dopiero po skompletowaniu wszystkich elementów karta jest gotowa do działania – to bardzo fajny pomysł przeniesiony z naszego Gwinta. Maksymalnie możemy mieć przy sobie pięć kart, a nasza armia na polu bitwy może składać się z sześciu bohaterów.
Talie oraz drużynę wybieramy sobie w obozie, a ten jest dostępny tylko w trakcie podróży po mapie świata gry. Po wygranej bitwie biorący w niej udział nasi wojownicy zyskują punkty doświadczenia. Gdy zbierzemy ich odpowiednią liczbę, to wzrasta poziom naszej postaci, co daje nam dostęp do nowych umiejętności oraz podnosi wybrane statystyki. Poległych w bitwie wojowników nie tracimy od razu, możemy ich wyleczyć w obozie za pomocą odpowiednich surowców. Jeżeli nie będziemy leczyć naszych ludzi, to bohatera tracimy na zawsze dopiero po czwartym zgonie – przy czym należy pamiętać, że każdy kolejny zgon coraz mocniej obniża statystki rannej postaci. Tutaj ciekawostka, kluczowe dla gry jednostki możemy w przypadku braku leczenia stracić w każdej chwili, ale nie wiąże się to z końcem rozgrywki. Fabuła Ash of Gods jest na tyle nieliniowa, że do końca gry możemy dotrzeć nawet zwykłymi wojownikami. Napis GAME OVER zobaczymy dopiero, gdy stracimy ostatniego bohatera z drużyny.
Recenzowany tytuł oferuje trzy tryby gry: Fabularny – automatyczne walki, liczy się tylko opowieść. Klasyczny – kompletna rozgrywka, w której musimy się wykazać oraz Iron Man – najwyższy poziom trudności, którego nie można zmienić i jeden zapis gry, bez możliwości wczytania gry w celu zmiany decyzji.

Dzieło Rosjan jest dość trudną grą, w której czeka na nas wiele moralnych wyborów, od których może zależeć życie innych postaci. Nawet splądrowanie młyna z surowcami wiązało się z wielkim niebezpieczeństwem. Główne drzwi były zamknięte, jedyną drogą dostępu było wysoko umieszczone otwarte okno. Możemy zaryzykować życie jednego z naszych bohaterów, aby wdrapał się i następnie otworzył zablokowane drzwi, jednak wiąże się to z tym, że nasz śmiałek może spaść i zginąć , a wtedy nie otrzymamy surowców oraz stracimy wojownika. Takich wyborów moralnych jest w grze bardzo dużo. Poziom trudności podnoszą także asymetryczne bitwy, w których walczymy tylko jednym bohaterem z kilkoma przeciwnikami. Już pierwsza taka bitwa, z którą męczyłem się dwa dni pokazała mi jak wysoko zawiesili graczom poprzeczkę rosyjscy deweloperzy. Jak się okazało, kluczem do zwycięstwa nie było – jak to mam w zwyczaju – zabicie najpierw słabszych przeciwników, a dopiero na końcu bossa, tylko od razu rzucenie się na najmocniejszego przeciwnika, zadawanie mu ciosów oraz unikanie pobliskich wojowników, którzy za chwilę otrzymają ruch. Po zabiciu bossa wszyscy pozostali przeciwnicy nagle zniknęli, bitwa wygrana! Tak naprawdę jedynym, co mi przeszkadzało podczas grania w Ash of Gods był brak możliwości obracania kamery podczas bitwy. Cały czas patrzymy na miejsce walki z jednego ujęcia.
Kilka ciepłych słów należy się udźwiękowieniu gry, a szczególnie słowiańskim utworom, za które odpowiadają uzdolnieni artyści z Polski: Adam Skorupa i Krzysztof Wierzynkiewicz. Możecie kojarzyć tych panów ze ścieżki dźwiękowej do takich gier jak: Wiedźmin, Painkiller czy Shadow Warrior. Muzyka została przygotowana na tradycyjnych instrumentach o bardzo egzotycznych nazwach. Natomiast za scenariusz gry odpowiada rosyjski pisarz fantasy, Siergiej Malicki, który ma polskie korzenie.
Podsumowując oraz odpowiadając na pytanie z nagłówka, Ash of Gods Redemption jest świetną grą RPG z bardzo ciekawym systemem turowej walki. Mroczna narracja jest zbudowana na visual novelach, a rysowana ręcznie grafika nawiązuje klimatem do bajek z lat 90-tych. Wprowadzenie kart na pole bitwy jest ciekawym urozmaiceniem, które nieraz odmieni losy bitwy. To także gra, w której nie brakuje trudnych wyborów, a konsekwencje działań lub dialogów (które trzeba dokładnie czytać! Narracja w stylu “Roguelike”) mają ogromny wpływ na dalsze losy fabularne. Bardzo polecam ten tytuł fanom trylogii Banner Saga (nikt się nie zawiedzie!). Dodatkowo dzięki wprowadzonym kartom recenzowany tytuł powinien także spodobać się sympatykom Wojny Krwi od CD Projekt Red.
Grę do recenzji dostarczyło wydawnictwo Koch Media Poland













Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.