Koch Media wypuściło w listopadzie dość ciekawy sprzęt – Capcom Home Arcade. Sprawdźmy, czy warto go nabyć, czy może stanowi zaledwie ciekawostkę.
Pierwszym, co rzuca się w oczy są spore wymiary opakowania z konsolą. Wynoszą one aż 24 cm szerokości, 75,5 cm długości i 15 cm wysokości. Po otwarciu go naszym oczom ukazuje się główny bohater testu – Capcom Home Arcade. Sprzęt ma 22 cm szerokości, 74 cm długości i 11 cm wysokości, natomiast jego waga wynosi niebagatelne 4 kg. Niewątpliwie nie jest to sprzęt kompaktowy i zdecydowanie wyróżnia się wizualnie na tle innych konsol.
Pozostając jeszcze przy wyglądzie, muszę pochwalić producenta za pomysł na design sprzętu. Jest on dość prosty, ale zarazem przyjemny dla oka. Jak widać na okalających test zdjęciach serce konsoli kryje się pod biało-żółto-niebieską płytą tworzącą słowo Capcom. Na wierzchu mamy dwie gałki oraz dwie grupy po 8 przycisków, którymi sterujemy w grach i poruszamy się po prostym menu konsoli. Z tyłu Capcom Home Arcade mamy włącznik, porty (HDMI i USB) oraz gniazdo zasilające. Sprzęt zawiera też moduł łączności bezprzewodowej, dzięki czemu możemy porównywać swoje wyniki z tymi zdobytymi przez innych graczy z całego świata, a także, oczywiście, zadbać o najnowszą wersję oprogramowania systemowego. Warto zaznaczyć, że nie uświadczymy gniazda Ethernet i jedyną formą połączenia z siecią jest Wi-Fi.
Jak wspomniałem wcześniej, Capcom Home Arcade to konsola, a więc musimy mieć w co na niej grać. W wewnętrznej pamięci urządzenia jest zainstalowanych 16 produkcji. Są to następujące tytuły:
- 1944: The Loop Master
- Alien vs. Predator
- Armored Warriors
- Capcom Sports Club
- Captain Commando
- Cyberbots: Full Metal Madness
- Darkstalkers: The Night Warriors
- Eco Fighters
- Final Fight
- Ghouls ‘n Ghosts
- Gigawing
- Mega Man: The Power Battle
- Progear
- Street Fighter 2: Hyper Fighting
- Strider
- Super Puzzle Fighter II Turbo
Powyższa biblioteka gier średnio przypadła mi do gustu. Bardzo żałuję, że nie znajduje się w niej żadna odsłona z serii Resident Evil, Dino Crisis, czy Marvel vs. Capcom (choć akurat w tym przypadku podejrzewam, że mogły wystąpić problemy z prawami do postaci Marvela). Nie da się jednocześnie zaprzeczyć, że większość gier to bijatyki i beat ’em upy, co z pewnością może zniechęcić niektórych z Was do zakupienia opisywanej retro-konsoli. Mam nadzieję, że w przyszłości będzie można pobrać dodatkowe produkcje dzięki wspomnianemu wcześniej bezprzewodowemu połączeniu z siecią. Należy też zwrócić uwagę na obecność Alien vs. Predator – ta pozycja nigdy nie była dostępna poza automatami, a teraz każdy może komfortowo spędzać w domu czas z tym tytułem. Jest on jednym z najjaśniejszych punktów testowanego zestawu. Sama jakość emulacji jest na najwyższym poziomie i nie ma mowy o jakichkolwiek opóźnieniach animacji, czy dźwięku. Warto też zaznaczyć, że możemy wybrać różne proporcje obrazu, co obrazuje poniższe zdjęcie.
Dyskusyjną kwestią jest również wygląd menu. Brakowało mi w nim jednego ekranu, na którym widać by było wszystkie wgrane produkcje. Zamiast tego musimy się przełączać między nimi po kolei, przesuwając dość duże plansze prezentujące tytuły. Nie bez znaczenia jest też dość dziwne rozwiązanie zmieniania gry. Wyłączamy ją, wybierając odpowiednią opcję w menu, po czym czekamy około 30 sekund aż konsola włączy się od nowa. Przełączanie się między grami powoduje reset urządzenia i bardzo dziwi brak płynnego przejścia do głównego menu konsoli.
Niewątpliwym plusem Caprom Home Arkade jest to, że w każdy tytuł można grać zarówno w dwie osoby, jak i w pojedynkę. Przyciski na konsoli działają z odpowiednim skokiem, podobnie jak gałki Sanwa JLF-TP-8YT i co do wykonania nie mam prawie żadnych zastrzeżeń. Nie spodobało mi się to, że konsola bardzo łatwo zbiera ślady palców w ramach codziennego użytkowania. Na szczęście wierzch sprzętu nie jest wybitnie podatny na rysowanie, więc aby mieć idealnie wyglądającą konsolę, wystarczy przetrzeć ją lekko, by pozbyć się wspomnianych śladów po palcach. Ponadto muszę wspomnieć o plątaninie kabli, z jaką będziemy mieć do czynienia, grając na urządzeniu. Jeden kabel HDMI idzie do telewizora, a drugi kabel – zasilający – do gniazdka, co potrafi skutecznie zepsuć wrażenia estetyczne. Tym bardziej, że urządzenie mamy zawsze pod ręką ze względu na umieszczone na nim przyciski i nie sposób nie zauważyć wspomnianego okablowania.
Należy docenić Koch Media za wygodne wyprofilowanie ich konsoli. Mimo początkowych obaw dotyczących komfortu grania na tak pozaginanym urządzeniu, jak Capcom Home Arcade ostatecznie rezultat jest zaskakująco dobry. Nic nie wżyna się w dłonie i nawet długie, intensywne sesje nie męczą bardzo rąk. Istotną zaletą sprzętu jest ogumowany spód, dzięki któremu możemy wygodnie położyć urządzenie na stole bez obaw o jego przemieszczanie się. Odległość dzieląca dwie gałki wynosi nieco ponad 30 cm. Grałem na testowanym sprzęcie wspólnie z żoną i taki dystans pozwalał nam na wygodne operowanie całym swoim zestawem przycisków.
Capcom Home Arcade jest dość udanym produktem, aczkolwiek nie jest on na pewno dla każdego. O ile do biblioteki gier można mieć różne odczucia, o tyle kiepsko wygląda okablowanie. Jeśli odpowiada Wam wymieniona przeze mnie wcześniej lista produkcji, w które można grać na testowanej konsoli, warto się nią zainteresować. Nie uważam jednak, by była ona warta aż 900 złotych, na jakie została wyceniona. Capcom Home Arcade to moim zdaniem produkt wyłącznie dla zapaleńców klasycznych gier z automatów i takie osoby na pewno dobrze będą się bawiły z testowanym sprzętem.
Dziękujemy Koch Media za dostarczenie konsoli do testu.











Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.