Shenmue, legendarna gra w niektórych kręgach, po 18 latach wreszcie otrzymała kontynuację. Seria ta nigdy nie była specjalnie popularna u nas i nie ma się co dziwić czemu. Pierwsza odsłona wydana została jedynie na Dreamcasta, a druga część zawitała także na pierwszego Xboxa. Czyli na konsolach mało popularnych w naszym kraju. Sam w Shenmue nie grałem, choć o serii czytałem nie raz kiedy jako nastolatek przeglądałem branżowe czasopisma. Dlatego nie podejdę do tematu jako wierny fan serii, ale ktoś z boku.
Historia powstawania tego tytułu jest wyboista. Pamiętam jak dziś gdy na konferencji Sony na E3 w 2015 roku pokazano ten tytuł wraz z np. nową wersją Final Fantasy VII. Wielu graczy oniemiało i nie mogli doczekać się nowej gry Yu Suzukiego. Potem wystartowała kampania na Kickstarterze. Potem kolejna. Niestety tytuł borykał się z brakiem środków i co jakiś czas znowu kazał o sobie przypomnieć aby kolejna fala fanów mogła sfinansować to dzieło.

Zanim przejdę do omawiania Shenmue 3 warto napisać kilka słów o poprzednich częściach, które przez wiele lat były najdroższymi w produkcji grami w historii. Ambitny projekt zespołu Yu Suzukiego dał nam podwaliny tego co dziś widzimy w prawie każdej nowoczesnej grze. W 1999 roku Shenmue powalało mechaniką i pomysłami. Światem, w którym mogliśmy swobodnie porozmawiać z każdą napotkaną postacią. Jeśli tylko mieliśmy na to ochotę mogliśmy oddać się serii mini gier pobocznych. Brzmi znajomo? Tak, to co dziś widzimy w takich grach jak Red Dead Redemption czy GTA miało swój początek w Japońskiej produkcji na Dreamcasta.
W grze wcielamy się ponownie w postać Ryo Hazukiego. Akcja rozpoczyna się dokładnie w momencie zakończenia drugiej odsłony gry. Wraz z Ling Shenhua poszukują zaginionego ojca dziewczyny. Szybko odkrywają gang, który terroryzuje lokalnych kamieniarzy. W swojej podróży będziemy rozwiązywać kolejne zagadki, szukać kolejnych informatorów czy walczyć z nieprzyjaciółmi. Co jakiś czas będziemy zmuszeni poćwiczyć nasze zdolności kung fu w lokalnym dojo by móc pokonać kolejną postać i pchnąć fabułę dalej. Całość da nam około 20-30 godzin zabawy.

Gra, podobnie jak poprzedniczki pełna jest dodatkowych, opcjonalnych aktywności. Część z nich nie wnosi wiele do samej rozgrywki, ale i tak są ciekawą odskocznią. Dbać będziemy o naszego bohatera, o jego głód czy wyspanie. Będziemy także ćwiczyć wytrzymałość czy uczyć się nowych ciosów kung fu. Część z postaci w świecie możemy spotkać tylko o określonych porach.
Niestety to co robiło wrażenie i rozpalało wyobraźnie na przełomie tysiącleci nie daje takiego samego efektu w 2019 roku. Yu Suzuki wydaje się utknął w poprzednim wieku. Shenmue 3 jest tytułem pełnym archaizmów i rzeczy, które nie przejdą już w dzisiejszym świecie. Przez lata mechanizmy zapoczątkowane w Shenmue zostały nie tylko skopiowane, ale także udoskonalone. Nie da się zapomnieć prawie dwóch dekad rozwoju gier i całej branży. Niestety Shenmue 3 wydaje się stać w miejscu.

I niech nie zmyli was oprawa graficzna, która rzeczywiście momentami może wyglądać ładnie, szczególnie na statycznych obrazkach. Owszem jest ona dużo ładniejsza niż to co mogliśmy oglądać dwie generacje konsol temu, ale w ostatecznym rozrachunku nie robi to wrażenia. Szczególnie razi pop in obiektów, które potrafią pojawić się nagle bardzo blisko postaci. Do tego dochodzi multum niewidzialnych ścian, które otaczają prawie każdy obiekt w grze. Szczególnie razi to kiedy macie wąską ścieżkę między polem ryżu a przepaścią. Jak nie wycelujecie idealnie w korytarz jaki przygotowali twórcy to będziecie się odbijać od tych niewidzialnych barier w nieskończoność.
Nie mam pojęcia kto pisał dialogi do tej gry, ale czułem niesamowite zażenowanie słuchając tego co postaci mówią. W połączeniu z beznadziejną gra aktorską i jakimiś kosmicznymi przejściami i zmianami ujęć co 5 sekund daje to efekt, który tak bardzo odstaje od tego co widzimy dzisiaj na rynku, że to aż boli. Tytuł, który wychodzi miesiąc po Death Stranding jest pod względem gry aktorskiej, dialogów całe lata do tyłu. To samo tyczy się animacji. Te są niezwykle sztywne i sztuczne. Nowoczesny motion capture jednak robi swoje, a tutaj tego zwyczajnie nie ma.

W recenzji wspomnianego Death Stranding trochę narzekałem na interfejs, ale szybko przekonałem się, że może być gorzej. Tutaj wszystko podane jest nam w formie dziennika głównego bohatera, zapisanego notatkami. Wszystko od obecnego celu, przez mapy rysowane jest ręcznie i nie ma mowy o jakiejś bardziej dokładnej mapce czy lokalizacji celu. Całe szczęście, że o naszym zadaniu jesteśmy w stanie porozmawiać z większością NPC. Przez to prędzej czy później naprowadzą nas do celu.
Shenmue 3 jest trochę jak komputer NASA z 1969 roku, który postanowiono wydać dziś ponownie, z lekkimi usprawnieniami. Wciąż mam szacunek do oryginału, który w końcu przyczynił się do lądowania człowieka na księżycu, ale jednak dzisiaj trąci mocno myszką i odstaje od nowoczesnych urządzeń. Wydaje mi się, że jeśli nie wsparliście tego projektu na zbiórce ze względu na swoją miłość do oryginału to raczej trzecia odsłona nie jest dla was.

Dlatego nie mogę tej gry polecić. To niestety relikt dawno zapomnianych czasów. Jest na rynku mnóstwo gier o podobnej tematyce, które jednak są dużo nowocześniejsze. A jeśli naprawdę ciekawi was jak Shenmue sprawuje się w praniu to chyba lepiej zacząć od remasterów pierwszej i drugiej odsłony. Raz, że pozwoli wam to zapoznać się z fabułą, ale także z mechaniką tych gier. Dopiero potem, jak wam się spodoba, możecie pomyśleć o części trzeciej.
Dziękujemy Koch Media Poland za dostarczenie gry do recenzji.
Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.