Kickstarter pełen jest ciekawych projektów, wśród których znaleźć można całą masę nieźle zapowiadających się gier. W maju 2015 studio Playtonic Gamest postanowiło spróbować swoich sił i za pomocą tego popularnego serwisu crowdfundingowego zebrać pieniądze na stworzenie duchowego następcy Banjoo-Kazooie. Dwa lata później Yooka-Laylee trafiło do posiadaczy konsol PS4 i Xbox One, jednak zapowiadany port na Wii U został anulowany przez problemy techniczne. W zamian za to, studio przygotowało recenzowaną dziś wersję dla Nintendo Switch.
Jako, że mamy tutaj do czynienia z klasyczną, trójwymiarową platformówką, fabuła w Yooka-Laylee nie odgrywa zbyt wielkiej roli. Szalony naukowiec Dr Quack wraz z złym Capitalem B planują kradzież wszystkich istniejących książek. Wszystko to, by zdobyć pewną magiczną księgę, pozwalającą posiadaczowi stworzyć cały wszechświat po swojemu. Yooka i Laylee, będący jej dotychczasowymi posiadaczami używali jej jako księgi rachunkowej. Na szczęście zły plan nie powodzi się – książka się rozpada, a jej kartki lądują w kilku światach.
Do dyspozycji graczy oddano kilka otwartych światów, gdzie naszym głównym celem jest odzyskanie odpowiedniej liczby stron (Pagies). Pełnią one rolę najważniejszych znajdziek obecnych w grze i niczym księżyce z Super Mario Odyssey, pozwalają na przedostawanie się do kolejnych etapów. Zdobywamy je poprzez wykonywanie różnorodnych zadań. Niektóre z misji nawiązują do innych, znanych tytułów – po drodze napotkać możemy na Shovel Knighta, osobę szukającą królewny, która okazała się być w innym zamku, czy chmurę, z którą mamy się ścigać.
Podczas wykonywania kolejnych misji przydatny jest spory wachlarz umiejętności głównych bohaterów. Zaczynając rozgrywkę dostęp mamy tylko do podstawowych możliwości – chodzenia, skakania, nurkowania, czy wykonywania prostych ataków. Zbierając porozrzucane po mapach pióra, możemy zakupić od węża dodatkowe ruchy, pozwalające dostać się do kolejnych miejscówek.
Pod względem poziomu trudności całość wypada nieźle. Rozgrywka nie jest przesadnie ciężka, lecz zdobycie niektórych stron wymaga chwili zastanowienia się. Zabawa jest przyjemna i wciągająca, choć nie pozbawiona wad. Przykładowo, po ograniu Super Mario Odyssey, brakuje mi tutaj dość mocno mapy, która mogłaby pomóc odnaleźć się w terenie.
A jak całość spisuje się na konsoli Nintendo Switch? Port został wykonany zaskakująco dobrze. Ze względu na moc konsoli, rozdzielczość została nieco obniżona względem pozostałych platform. W stacji dokującej jest to 900p, a w trybie przenośnym – 600p. Całość prezentuje się bardzo dobrze, szczególnie na małym ekranie konsolki. W obu przypadkach przez większość czasu gra trzyma 30 klatek na sekundę, spowalniając okazjonalnie.
Miłym dodatkiem jest dostosowanie mini-gierek do obsługi za pomocą pojedynczego Joy-Cona. Jeżeli jednak chcielibyście ograć tryb fabularny z znajomym, będzie wymagany zakup dodatkowej pary Joy-Conów, bądź też Pro Controllera. Osiągnięcia zostały przeniesione w formie menu ukrytego w opcjach.
Czy warto kupić Yooka-Laylee na Nintendo Switch? Jeżeli nie zdążyliście jeszcze ograć tego tytułu na innych platformach, warto się zastanowić. Jest to udana i całkiem wciągająca platformówka, a port na najnowszy sprzęt Nintendo został przygotowany bardzo dobrze.
Ocena portalu: 8
Grę do recenzji dostarczyło Team 17















Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.