Porty gier z komórek uświadamiają mi często, że na mobile można znaleźć spore i niezłe tytuły. Nierzadko zdarza się, że różnią się od swoich konsolowych braci jedynie oprawą, wszakże w pierwszej kolejności były przygotowane na sprzęty o nieco innych parametrach. Gdyby nie oprawa graficzna zapewne nie zauważyłabym, że Oceanhorn, jest właśnie takim portem z komórek.
Ten niepozornie wyglądający tytuł, swój debiut zaliczył już kilka lat temu na iOS. Został bardzo dobrze przyjęty, co wcale mnie nie dziwi. Po latach gra trafiła na PC oraz konsole stacjonarne, a niedawno producent zapowiedział też wydanie na PS Vite.
Sama gra jest przygodówką akcji z rzutu izometrycznego. Twórcy sami podkreślają, że przy jej tworzeniu inspirowali się Zeldą. Tę inspirację czuć już od pierwszych minut. W grze wcielamy się w młodego chłopaka, który staje przed nie lada wyzwaniem. Naznaczony przez przeznaczenie, ma wyruszyć w pełną przygód podróż po świecie w poszukiwaniu zaklętych emblematów. Tylko z ich pomocą może pokonać strasznego potwora Oceanhorna, zrodzonego z ciemności i zakłócającego spokój Arcadii. Brzmi groźnie, jednak zanim dotrzemy do głównego przeciwnika czeka nas wiele sytuacji, które pozwolą nam się przygotować na tę potyczkę.
Zaczynamy od testowego lochu, przygotowanego przez naszego opiekuna. W ten sposób sprawnie został ograny samouczek, co należy pochwalić. Zaraz po jego ukończeniu nadchodzą pierwsze kłopoty. Na naszą wyspę napada nieznany zamaskowany przeciwnik. Odnalazł nas zapewne przez naszyjnik, który kryje w sobie tajemnicę. Tak oto z zaledwie garstką wiedzy i podstawowym ekwipunkiem w postaci tarczy i miecza, wyruszamy w świat. Nasze podróże odbywają się na łódce, co od razu skojarzyło mi się z jedną z odsłon Zeldy. Jak już wspomniałam, inspiracje kultową serią czuć od pierwszych minut. Nie jest to wada, jednak zapożyczeń jest tak dużo, że czasem zapominając tytułu gry mówiłam o niej znajomym „klon zeldy z komórek” i każdy wiedział o jakiej grze mówię.
Czy jest to w takim razie kalka 1:1 z jakiejś części przygód dzielnego elfa w zielonym wdzianku? Nie. Z każdą kolejną godziną przekonywałam się coraz bardziej, że choć system serc, mechanika walki czy ukryte w trawie przedmioty zostały zaczerpnięte z klasyka, to Oceanhorn jako całość jest grą spójną i wierną oryginalnemu pomysłowi. Posiada własne zagadki, swoją fabułę i świat, a nazywanie go „klonem” jest jednak nie na miejscu.
Całe uniwersum gry jest dość rozległe, szczególnie pamiętając, że początkowo był to tytuł wydany na iOS. Wraz z postępami w fabule odkrywamy kolejne wyspy, a na nich kolejne lochy. Zapoznajemy się z przeróżnymi rasami zamieszkującymi Arkadię i poznajemy ich stosunek do sytuacji, która obecnie spotkała świat. Czasem zdarzy nam się wrócić do już poznanych lokacji, jednak tylko jeśli odblokujemy nowe umiejętności, jak strzelanie z łuku czy skakanie. Dzięki temu nie czujemy powtarzalności w rozgrywce, poznajemy zupełnie nowe ścieżki w odwiedzonych już lokacjach. Jest to bardzo zgrabne poradzenie sobie z niewielką ilością mocy obliczeniowych telefonów 3 lata temu, które sprawdza się też przy graniu na konsoli. Mimo tego, że na niektóre wyspy wracałam się kilkukrotnie, to ani razu nie czułam się znużona.
Nowe umiejętności nabywamy razem z postępami w fabule, nie ma tutaj możliwości pobiegnięcia na skróty. Dzięki temu do tytułu chce się wracać, odkrywać coraz więcej, czytać dialogi by wiedzieć gdzie powinno się iść dalej. Nie ma tutaj wskaźnika na mapie, który prowadzi nas za rączkę. Bardzo przypadło mi to do gustu i sprawiło, że nie raz sporo czasu spędziłam w jakiejś lokacji w poszukiwaniu ukrytego przejścia lub rozwiązania łamigłówki otwierającej przejście do znajdźki.
Całość okraszona jest bardzo przyjemną muzyką Nabuo Uematsu. Jedyny jej minus to to, że jest jej niewiele. Sporo lokacji jest w ogóle odarta z motywu muzycznego. Te, które jednak uda nam się usłyszeć w grze są naprawdę miłe dla ucha. Co do grafiki to jest poprawna, widać, że nie są to możliwości konsoli stacjonarnej obecnej, czy nawet poprzedniej generacji. Gra chodzi jednak płynnie i sama rozgrywka wynagrodzi nam jej komórkowy wygląd.
Jeśli tęsknicie za Zeldą, zagrywacie się w tę serie na konsolach od Nintendo i brakuje Wam jej odpowiednika na innych systemach – Oceanhorn to pozycja dla was. Zapewnia kilka godzin solidnej rozrywki na odpowiednim poziomie trudności. Wszystkim, którzy nie znają Zeldy również mogę polecić ten tytuł. Jeśli jest więcej takich perełek na rynku mobilnym, to chyba rozważę kupno tabletu w pakiecie z padem!
Ocena portalu: 6.5/10
Dziękujemy firmie FDG Entertainment za dostarczenie gry do recenzji









Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.