W gry wideo z założenia się gra. Co i raz jednak zasada ta jest łamana przez różne produkcje, które przy minimum rozgrywki chcą opowiedzieć jakąś historię. Prześmiewczo nazywane symulatorami chodzenia czasem potrafią zaskoczyć, a czasem niestety są przerostem formy nad treścią.
N.E.R.O jest takim symulatorem chodzenia, który twórcy określają jako połączenie visual novel z zagadkami. Niestety finalna produkcja ma z tym opisem niewiele wspólnego.
Fabularnie gra potrafi trochę mylić. Narracja prowadzona jest w dwojaki sposób, mamy lektora, który włącza się po każdej większej zagadce lub w kluczowych momentach gry, a także neonowe napisy wzdłuż ścieżek na mapie. Napisy dotyczą historii pobocznej i naszego głównego wątku rodzinnego. Niestety nie mogę Wam zdradzić o czym właściwie jest gra, poza tym że opowiada o rodzinnej tragedii. Od narratora dowiadujemy się, że Nero oraz jego ukochana Silvia mają ciężko chorego syna – Davida. W miarę jak eksplorujemy kolejne lokacje poznajemy losy rodziny, ich walkę z chorobą syna i jej efekty. Historia nie jest różowa, jednak w moim odczuciu została opowiedziana dosyć po łebkach. Sam narrator często bardzo niezrozumiale opowiada o kolejnych perypetiach rodziny, a neony są bardziej fragmentami rozmów bohaterów niż fabularnym dopełnieniem. Dodatkowo pojawiają się też neony w innym kolorze, które opowiadają zupełnie oderwaną od fabuły historię o korsarzach nie pasującą do wątku głównego. W konsekwencji trudno nam się zżyć w 100% z bohaterami, co utrudnia emocjonalne zaangażowanie w ten tytuł.
Od strony rozgrywki produkcja niewiele nam oferuje. Eksploracja odbywa się bardzo powolnie i nawet fakt, że biegamy niczego nam nie przyspiesza.
Mroczne lokacje nie zachwycają, co jest dużą wadą w tego typu produkcji. Tytuły takie jak Everybody goes to the rapture czy Vanishing of Ethan Carter były chwalone za oprawę graficzną, co dodawało im na atrakcyjności. Tutaj otoczenie jest bardzo monotonne, tekstury rozmazane, a i czasem zdarzy nam się wpaść na niewidzialną ścianę. W momencie gdy produkcja nie ma do zaoferowania nic poza oprawą i fabułą szkoda przyznać, że oprawa zawodzi. Ale zaraz, pisałam przecież, że są jeszcze zagadki. Dlaczego w takim razie ich nie wymieniłam? Odpowiedź jest prosta – zagadki to dramat i śmiem nawet napisać, że zostały w grze umieszczone na siłę, by oferowała ona cokolwiek. Puzzle, które napotkamy w grze są banalnie proste, niekiedy nie wymagają od nas niczego poza rzuceniem zaklęcia w odpowiednie miejsce. Bardzo żałuję, że twórcy nie pokusili się o rozwinięcie magicznych umiejętności kierowanej przez nas postaci. Mógłby to być bardzo ciekawy zręcznościowy motyw, zamiast niego dostaliśmy płytką umiejętność, której należy używać tylko gdy nie mamy innego wyjścia, w dodatku z bardzo topornym sterowaniem.
Najważniejszą częścią tej produkcji jest jednak historia. Długo zastanawiam się co napisać w akapicie poświęconym historii, bo niewiele mogę zdradzić by nie zepsuć Wam gry. Podpowiem jedynie, że nie jest to komedia i aby jak najwięcej z niej wynieść trzeba się dobrze na grze skupić. Sposób jej przedstawienia nie do końca mi odpowiadał. Porównałabym to do książek Paulo Coelho – w oczach jednych jest filozofem i wizjonerem, sceptycy natomiast śmieją się z jego mądrości oraz stylu pisania. Dla mnie N.E.R.O jest takim Paulo Coelho w negatywnym znaczeniu. Tragiczna, ale jednak dość prosta historia została przekombinowana i opowiedziana w tak zawiły sposób, że trudno się w nią do końca wczuć. Dodatkowo cała przygoda trwa około 3 godzin, co nie wzmaga atrakcyjności tego tytułu. W tym gatunku bez problemu znajdziecie lepsze gry, dlatego z ręką na sercu polecam Wam odpuścić sobie tę produkcję.
Grę do recenzji dostarczył wydawca: Storm in a Tea Cup








Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.