Obliteracers to gra, która przypomina takie tytuły jak Micro Machines, Mario Kart oraz WipeOut. Musicie przyznać, że to zacne towarzystwo. A czy gra Australijczyków z Varkian Emire dołączy do tych klasyków? Przekonajmy się.
Bez wątpienia od razu rzuca się w oczy, że mamy do czynienia z produkcją indie. Menu jest schludne, ale bardzo proste. Trybów rozgrywki nie otrzymujemy zbyt dużo. W Career możemy rozegrać 24 wyścigi z przeciwnikami sterowanymi przez konsolę. Ten tryb tak naprawdę przygotowuje nas do kolejnego, czyli Versus. To tutaj możemy pograć przez internet z innymi graczami lub lokalnie na kanapie ze znajomymi. Grafika jest prosta, kolorowa, ale nie znajdziecie tutaj żadnych wodotrysków. Efekty użycia broni to także minimum – nic pięknego, ale i nic odpychającego. Za to muzyka zaczyna bardzo szybko irytować. Nie mogę jej określić inaczej niż „plumkanie”.
A na czym polega sama rozgrywka? Teoretycznie mamy do czynienia z wyścigami. Jednak tylko teoretycznie. Już po kilkunastu sekundach wyścigu zauważycie, że to nie o zajęcie pierwszego miejsca tutaj chodzi. Na ekranie nie ma licznika okrążeń, czasów itp. Twoje zadanie jest tylko jedno – wyeliminować przeciwników. Na torze są porozstawiane wzmocnienia w postaci broni (rakiety, karabiny, miotacze ognia) i jedyne, co się liczy to eliminacja wszystkich przeciwników. Warto zaznaczyć, że kamera nie porusza się bezpośrednio za waszym pojazdem, jak ma to miejsce w innych wyścigach. Jest ona oddalona i pokazuje wszystkich uczestników równocześnie. Jeśli ktoś wypadnie poza ekran (czyli jej kąt widzenia) – odpada z rywalizacji. Przyzwyczajenie do takiego ukazania rozrywki zajęło mi trochę czasu.
Mimo że możemy brać udział w wielu wyścigach, takich jak knockout, endurance, survival czy leader, to właściwie jest to bez znaczenia. Zasada jest jedna – zniszcz wszystkich przeciwników. Za to otrzymujesz punkty. Kiedy zbierzesz ich określoną ilość – wygrywasz. To powoduje, że gra samemu nudzi się stosunkowo szybko, ponieważ poza zmianą otoczenia rozgrywka wygląda cały czas identycznie. Nie znajdziecie tutaj opracowywania taktyki na różnego rodzaju konkurencje, ponieważ każdy wyścig wygląda tak samo.
Kiedy już opanujecie podstawy rozgrywki (i niestety zacznie się wam już nudzić) możecie przejść do trybu wieloosobowego. I tutaj gra nabiera trochę rumieńców. Nie miałem najmniejszego problemu ze znalezieniem graczy do wspólnych przejażdżek (co mnie zdziwiło), a i sama rozgrywka dostaje mocnego kopa. Wręcz zbyt dużego, ponieważ momentami panuje taki chaos na torze, że ciężko to wszystko ogarnąć.
Czy więc polecam Obliteracers? Jeśli szukacie tytułu na imprezy, aby wyżyć się ze znajomymi, to można znaleźć lepsze pozycje. Produkcja potrafi wciągnąć i bawić, jednak bardzo szybko staje się nużąca (tryb pojedynczego gracza) lub chaotyczna (multiplayer). Mamy tutaj do czynienia z grą przeciętną, która młodszym graczom może przypaść do gustu (kolorowa grafika, śmieszne postacie), ale chyba tylko im.
Dziękujemy za dostarczenie gry do recenzji firmie DECK13 Interactive.












Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.