Pora przybrać gustowny ubiór i ruszyć na przygodę z przerośniętymi nożyczkami za pazuchą
Czasami Japończycy potrafią przejść samych siebie. Niby każdy wie, że twórcy z Kraju Kwitnącej Wiśni mają głowy pełne szalonych pomysłów, ale czasami nawet oni wznoszą się na wyżyny ciekawych konceptów. Czymś takim było swojego czasu Kill la Kill, seria, która poza oszałamiającą oprawą wizualną oferowała koncept fabularny, który musiał powstać na bardzo ciekawym spotkaniu. Anime zawitało do telewizji prawie 6 lat temu, jednak dopiero teraz franczyza doczekała się przeniesienia na język gier wideo. Warto więc zobaczyć czy cała seria ma w sobie jeszcze trochę tej japońskiej magii w sobie.
Kill la Kill IF, jest to pierwsza poważna próba zaadaptowania marki na grę. Oczywiście założenia mamy cały czas te same. Tak oto otrzymujemy świat, gdzie tylko ważne dla fabuły postaci mają swój własny charakter, osobowość oraz design, natomiast cała reszta populacji to armia klonów. Cała intryga orbituje wokół magicznych ubrań, które dzięki specjalnym włóknom mogą w moment zamienić się w kombinezony bojowe (witamy w Japonii). W tym wszystkim mamy znowu dwie główne bohaterki znane z serialu czyli Matoi Ryuko oraz Kiryuin Satsuki. Tym razem obie panie spotykają się w ramach nowej/starej fabuły, ponieważ początek opowieści jest mocno zakorzeniony w pierwszych odcinkach anime natomiast kolejne akty historii kierują się mocniej w stronę tytułowego IF czyli co by było gdyby.
Niestety pomimo tego, sam koncept na prezentację alternatywnych historii kuleje z dwóch powodów. Pierwszy to długość. Oba wątki fabularne można bez większych problemów zamknąć w około 4 godziny zabawy. Całość jest na szczęście podana w lekkim i humorystycznym stylu znanym dla serii. Drugim minusem dla mnie, jako fana oryginału z 2013 jest fakt braku kilku bohaterów znanych ze srebrnego ekranu oraz to, że niektóre postaci obecne w fabule mają o wiele za mało czasu antenowego.
Oczywiście wiele osób ogrywa produkcje na bazie anime, żeby móc zestawić ze sobą na arenie swoje ulubione postaci. Od strony walk tytuł prezentuje dobry poziom. Cały szkielet pojedynków jest wykonany przyzwoicie. Ruchy naszych postaci są płynne a efektywność niektórych ataków specjalnych przykuwa oczy do ekranu. Z drugiej strony całość jest bardzo prosta patrząc na cały trzon zabawy, co z jednej strony pozwala na zapoznanie się z tytułem fanom, którzy nie zjedli zębów na grach jednakże prowadzi do innego problemu.
Jak każdy tytuł na podstawie anime, który nie grzeszy długością w kwestii wątku fabularnego, całość może szybko się nudzić. Ataki specjalne pomimo efektywności, po pewnym czasie tracą swój wydźwięk ze względu na powtarzalność oraz fakt, że do zabawy zostało nam oddane tylko 8 bohaterów. Tutaj wracamy zresztą do zarzutu z fabułą produkcji, która aż się prosi o kilku odjechanych wojowników, których nie widzieliśmy w serialu bądź takich, którzy grzali ławkę drugoplanowych bohaterów. Poważnym zarzutem jest fakt, że tytuł nie posiada możliwości zatrzymania kamery na naszym przeciwniku, co przy pojedynkach z większą liczbą wrogów może prowadzić do wielu momentów frustracji ze względu na źle wymierzony atak.
Od strony zawartości, całość można podsumować jednym słowem – fanserwis. Pomimo tego, że produkcja nie oferuje długiego czasu zabawy w trybie historii, to ilość dodatków, które możemy odblokować spokojnie zwiększy czas, który spędzimy z produkcją. Od klasycznego trybu versus, przez różne wariacje na temat wyzwań czy prosty survival, wszystko to zachęca, żebyśmy poświęcili nasz czas na odblokowanie nowej zwartości, którą nie pogardziłby żaden szanujący się fan marki. Niestety wszystkie aktywności tracą kiedy przypomnimy sobie fakt, że mamy do czynienia z prostym systemem walki, który po dłuższym czasie przestaje bawić, a staje się nużący, skutecznie kierując nasz wzrok w stronę innych, bardziej ambitnych produkcji.
Tym co wyróżnia całość na tle innych gier na bazie anime jest oprawa. Pomimo przeniesienia do trzech wymiarów, całość zachowała ducha oryginalnej animacji, której nie można pomylić z żadnym innym tytułem dostępnym na rynku. Oprawa muzyczna natomiast wgniata w fotel. Jeśli ktoś pamięta jak świetny był soundtrack w anime, to tutaj poczuje się jak w domu. Podniosłe chóry idealnie komponują się ze wszystkimi ważnymi scenami, a motyw przewodni z serialu cały czas ma w sobie tyle mocy, że człowiek bez wahania, chce chwycić wielkie nożyczki i walczyć z każdym, kto stanie na jego drodze. Plusem tego, że wątek fabularny nie należy do molochów pod względem długości jest fakt, że wszystkie przerywniki filmowe posiadają japoński dubbing. Jest to też jeden z niewielu przykładów adaptacji, gdzie wszystkie kwestie dialogowe są nagrane, a przez świetną robotę aktorów głosowych można to rozpatrywać tylko w kategorii zalet.
Reasumując, Kill la Kill IF nie jest produkcją wybitną, która wyznacza standardy w grach na podstawie anime. Tytuł w pierwszej kolejności jest nastawiony na fanów materiału źródłowego, którzy czują niedosyt związany z brakiem nowych projektów w tym oryginalnym świecie. Z drugiej strony, przez budowę wątku fabularnego produkcją mogą się zainteresować osoby, które nigdy nie miały do czynienia z serią, a chcą zobaczyć z czym się je to całe uniwersum. Dla tych drugich jednak polecałbym poczekać trochę na obniżkę cen, ponieważ na te chwilę stosunek ceny do długości rozrywki jest mocno na niekorzyść omawianego tytułu.






























Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.