ADR1FT oficjalnie jest przygodową grą akcji ukazaną z perspektywy pierwszej osoby. Dlaczego piszę, że „oficjalnie”? Ponieważ w „przygodowej grze akcji” powinno być chociaż trochę „akcji”.
Jak najlepiej opisać, czym jest tytuł od studia Three One Zero? Jeśli oglądaliście „Grawitację” z Sandrą Bullock, to właściwie macie pełen obraz gry. Dla tych, którzy nie oglądali tego filmu (do czego gorąco zachęcam), szybkie wyjaśnienie. Rozgrywkę zaczynamy jako astronautka, osamotniona w przestrzeni kosmicznej. Otaczają nas szczątki zniszczonej stacji, a gracz nie ma zielonego pojęcia, co się wydarzyło. Oczywiście, jak się domyślacie, naszym celem jest powrót na Ziemię.
Ponieważ znajdujemy się w kosmosie, a stacja jest w rozsypce, nie działa na nas grawitacja. Dzięki temu samo poruszanie się postacią nie jest proste, ale trzeba przyznać, że po dość szybkim opanowaniu podstaw manewrowanie sprawia frajdę. Szczególnie emocjonujące jest łapanie przedmiotów (jak pojemniki z tlenem, o których później). Czasami można naprawdę się spocić, kiedy skafander uruchamia alarm z powodu braku tlenu, a my próbujemy złapać wspomniany zbiornik, który odlatuje właśnie w drugą stronę, prosto w przestrzeń kosmiczną.
Największymi plusami produkcji są warstwa wizualna oraz muzyka. Tej drugiej nie ma zbyt wiele. Przez większość czasu słyszymy głos ze stacji kontroli lotów (NASA?) lub… absolutnie nic oprócz silników skafandra. To potęguje uczucie osamotnienia i nadaje specyficznego klimatu. Od czasu do czasu uświadczymy jednak muzyki i są to udane fragmenty. Jednakże to grafika odgrywa najważniejszą rolę. Widok rozbitej w drobny mak stacji, a w tle błękitna Ziemia – widok, którego długo nie zapomnicie.
Tak jak wspomniałem wcześniej, nasz skafander bardzo szybko traci tlen. Dlatego też cały czas musimy łapać porozrzucane pojemniki z tym życiodajnym gazem. Jest ich sporo i właściwie to one wyznaczają drogę, po której musimy się poruszać, aby nie udusić się. Tak naprawdę cała rozgrywka polega na przemieszczaniu się z jednego punktu do drugiego, aby coś uruchomić lub zabrać potrzebny przedmiot, który może nam się później przydać. Niestety tak wygląda CAŁY gameplay. Nie będzie tutaj żadnej akcji, zero skryptowanych fragmentów przyśpieszających bicie serca. Tylko i wyłącznie latanie od zbiornika z tlenem do kolejnego cholernego zbiornika z tlenem. W międzyczasie używacie terminali komputerów, aby coś włączyć lub naprawić. Jak już się zapewne domyślacie, zaczyna to bardzo szybko nudzić. Nie pomaga także fabuła. Jej fragmentów dowiadujemy się, czytając maile załogi lub poprzez dzienniki audio. Dlaczego nasza bohaterka nie wypowiada ani jednego słowa przez całą grę? Dlaczego nic nie komentuje? Jest bezosobową kukłą w kosmosie? Nazwijmy więc sprawy po imieniu – najzwyczajniej w świecie jest nudno! Napisy końcowe pojawiają się już po niecałych 4 godzinach gry, a i tak ma się wrażenie, że wszystko niepotrzebnie się ciągnie.
Niestety pozycja od Three One Zero ma sporo błędów. Nasza astronautka potrafi przykleić się do ruchomych obiektów w kosmosie. Będziemy się poruszać razem z nimi aż nie skończy się tlen. Ekran wczytywania po śmierci oglądacie tak długo, że można wypić sobie w tym czasie kawę. Przez słomkę. Bardzo wąską. A jak już gra się załaduje, to wyrzuci błąd i się wyłączy. Na kilkanaście śmierci zdarzyło mi się to kilka razy, więc raczej ciężko mówić o przypadku lub pechu z mojej strony.
Dla kogo jest więc to tytuł? Fani kosmosu, którzy pasjonują się transmisjami meczów brydża lub szachów poczują się jak w domu. Reszta wynudzi się strasznie. Piękne widoki i poczucie samotności to za mało. Dlaczego tytuł ten nie ukazał się kilka miesięcy później wraz z goglami VR od Sony? Wtedy miałoby to wszystko sens. ADR1FT kosztuje 84 zł w PS Store. Lepiej kupcie sobie płytę Blu-ray z filmową „Grawitacją”. Widoki będą jeszcze piękniejsze, a do tego coś się tam dzieje.
Dziękujemy za dostarczenie gry do recenzji firmie 505 Games Germany.















Dołącz do dyskusji
Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować ten wpis.