Steep + DLC – Opinia

Najlepsza gra o zimowym szaleństwie? Zdecydowanie!

Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości Ubisoft Polska.

 

Brakuje Wam zimowego szaleństwa, a przede wszystkim śniegu za oknem? Steep jest wspaniałym lekarstwem, dzięki któremu zwiedzicie najwspanialsze szczyty i trasy jakie widział świat. Gra co prawda ukazała się już jakiś czas temu, jednak odświeżamy ją za sprawą najnowszego dodatku, czyli Drogi do Olimpiady. Jako, że nie omawialiśmy jeszcze tej gry na naszym portalu, skupimy się na całości, czyli podstawka + wszystkie DLC.

Jazda po tego typu terenach to tutaj codzienność.

Na wstępie powiem, że Ubisoft należą się brawa za to, że nie bali się stworzyć czegoś nowego i oryginalnego. Od czasów SSX na PS2 nie pamiętam, żebym tak dobrze bawił się w zjazdach na desce w jakiekolwiek grze. Zresztą nie przypominam sobie, żeby coś sensownego powstało od tamtego czasu. Steep z jednej strony jest świetnym powrotem do przeszłości, kiedy to gry typu SSX czy 1080 świeciły triumfy, a z drugiej wprowadza sporo nowego. Jak to w świecie Ubisoftu bywa, gra jest typowym sandboxem, a w dodatku nie ma tutaj żadnej ścieżki rozwoju (teoretycznie jest, ale nie ma wpływu na rozgrywkę) czy też fabuły. To od nas zależy gdzie się udamy i co będziemy jeździć. Ba, możemy nawet sami wybierać pogodę jak panuje na stoku! Od samego początku możemy udać się gdziekolwiek tylko chcemy, nie ma tutaj żadnych ograniczeń, poza tym że w trudniej dostępne miejsca dostaniemy się tylko przy pomocy helikoptera bądź rakietowego kombinezonu.

Tylko wyobraźnia nas ogranicza, gdzie polecimy (i niewidzialne ściany).

W grze mamy kilka dyscyplin, od znanego i popularnego snowboardu czy narciarstwa, poprzez wingsuit czy spadochroniarstwo, a na szalonych klasycznych sankach czy rakietowym kombinezonie kończąc. W dowolnym momencie możemy przełączać się między każdą z tych dyscyplin, wystarczy wcisnąć jeden przycisk i gotowe! To jest piękne w tej grze, że w każdym momencie możemy robić to co nam się podoba. Jeśli jednak chcemy ukończyć grę to musimy mimo wszystko stosować się do zasad danego wyzwania, co jest w sumie logiczne bo przecież wyścigu ze szczytu przez las nie sztuka byłoby pokonać przy pomocy wingsuita. Wyzwań na mapie mamy sporo, żeby nie powiedzieć mnóstwo. Część z nich jest już odkryta, a pozostałą część musimy odkryć sami, czy to latając po mapie, czy też używając lornetki. Im lepsze miejsce widokowe tym większe szanse na odkrycie nowych miejsc i wyzwań. Mamy tutaj wyścigi, osiągnięcie odpowiedniej ilości punktów za robienie tricków, dolecenie spadochronem w odpowiednim czasie, przelecenie wingsuitem w jak najkrótszym czasie, albo zrobienie jak najwięcej punktów poprzez wykonywanie ryzykownych manewrów, a nawet przemierzenie znaczącej części mapy do mety bez oznaczenia jakiejkolwiek trasy. Do tego dochodzą jeszcze odjechane wyzwania z dlc, ale dodatki opisałem już poniżej. Przykładowo robienie tricków jest zrobione tak przyjemnie, że nawet największy laik sobie z tym poradzi. To nie czasy SSX, gdzie trzeba było walić combosy w powietrzu, żeby zaliczyć jak największy wynik, tutaj wystarczy odpowiednie ustawienie gałek + spusty i kręcimy rekordy. Jest co robić i muszę przyznać, że gra się nie nudzi. Każda trasa i wyzwanie mają w sobie coś wyjątkowego, nie ma tutaj powtarzalności, a przynajmniej nie w takim stopniu, żebyśmy czuli zmęczenie. Do tego dochodzi masterowanie każdego wyzwania na złoto czy też zrobienie najlepszego czasu w śród znajomych, co dodatkowo wydłuża rozgrywkę. Za to również należy się kolejny plus, ponieważ zrobienie sandboxa, który się nie nudzi po chwili grania to sztuka w dzisiejszych czasach.

Zabójcze tempo przez las? Czemu nie!

Zabawa na wyzwaniach się nie kończy, ponieważ gra oferuje również swego rodzaju małe opowieści odnośnie każdej z gór. Ogólna zasada jest podobna do wyzwań, czyli dojechać od punktu A do B, jednak tym razem nie jesteśmy ograniczeni czasem czy punktami, a w tle słyszymy opowiastki w pierwszej osobie (tak jest, góra mówi do nas) na temat jej historii i nie tylko. Angielski dubbing jest naprawdę dobrze zrobiony i jeśli tylko dacie się ponieść klimatowi to każda z tych opowieści będzie wyjątkowa. Zabawa na tym się jeszcze nie kończy, ponieważ by w pełni zaliczyć dany teren musimy jeszcze odkryć wszystkie punkty zainteresowania, a tych też jest sporo. Mamy tutaj lodowce, doliny, tamę czy też małe górskie wioski i miasteczka. Można to uznać za swego rodzaju „znajdźki”, jednak odkrywanie ich przy pomocy rakietowego kombinezonu to sama przyjemność.

Jako, że gra trochę na rynku już jest to wciąż graficznie daje rady. Nie jest to co prawda poziom najnowszych Assassynów czy też Horizona, ale widok ze szczytu Mont Blanc potrafi przyprawić o mały opad szczęki, tak samo jak przemierzanie zaśnieżonych lasów Tyrolu w zabójczym tempie przy zachodzie słońca czy skok w wingsuitcie w gęstej jak mleko mgle. Oczywiście zdarzają się małe wpadki typu kolizja tekstur, tekstury miejscami rodem z ery PS2 czy też wywalanie się postaci, gdy ta zahaczy o piksel drzewa, ale są to tak drobne detale, że nie mają wpływu na rozgrywkę. Niestety największym minusem jest „always online”, czyli bez dostępu do sieci nie zagramy… Dziwi mnie to, ponieważ gra jest nastawiona stricte na rozgrywkę solo, a do porównywania czasów nie potrzebujemy przecież stałego dostępu do sieci. Ścieżka audio charakteryzuje się oryginalnymi kawałkami, które świetnie wpasowują się w klimat. Znajdziemy tutaj nawet takie szlagiery jak Boomfunk MC – Freestyle, co było dla mnie sporą niespodzianką. Ogólnie mamy tutaj pełen przekrój, od łagodnych rytmów do spokojnych zjazdów aż po ostre rockowe kawałki, gdy lecimy na złamanie karku pomiędzy wąskimi szczelinami skał.

Aż dech zapiera…

Jak już wspominałem na początku, gra dostała 3 pakiety DLC. Mamy tutaj Winterfest, który jest czystą zabawą i nastawiony na humor, gdzie jazda w samych gaciach czy zjazd na sankach w stroju yeti to tutaj normalka, Xtreme Pack, który jak sama nazwa mówi, skupia się na tych najbardziej wymagających wyzwaniach oraz Drogę do Olimpiady. O ile pierwsze DLC odbywa się na terenach z podstawki, tak pozostałe wprowadzają 2 nowe obszary, Alaskę oraz Japonię i Koreę. Ta pierwsza jest dość standardowa i przypomina mocno podstawkę, jednak Japonia i Korea to wisienka na torcie. Zupełnie odmienne tereny, świetne trasy oraz orientalny klimat. Do tego dochodzą nowe wyzwania skupione na drodze do Olimpiady, które jak sama nazwa mówi, są przygotowaniami do święta wszystkich sportowców. DLC wprowadza coś w rodzaju ścieżki fabularnej, gdzie wybieramy swoją postać (z tych gotowych już) i startujemy nią w kilkunastu treningach oraz mistrzostwach, które mają nam pomóc w dostaniu się na Olimpiadę w Pjongczang. Najdziwniejsze jest to, że wszystko skupia się tylko i wyłącznie na snowboardzie oraz zdobyciu tzw. Potrójnej Korony, czyli złoty medal za największą ilość punktów w jednym skoku, halfpipe oraz przejazd przez snow park wykonując jak najwięcej tricków. Nowością są tutaj właśnie snow parki, które wprowadzają tzw. Grind, czyli przejazd po rurach i innych specjalnie przygotowanych do tego obiektach. Pomiędzy treningami czy mistrzostwami możemy zobaczyć i usłyszeć wypowiedzi prawdziwych sportowców na różne tematy, np. ich przygotowania do poprzednich Olimpiad, opinia na temat zdobycia potrójnej korony, trudnościami z jakimi się zderzyli, itd. Początkowo było to ciekawe, jednak później sprawiało wrażenie zapychacza, aby nieco wydłużyć czas gry. Na szczęście można przewijać gadające głowy, także nie ma tutaj nic na siłę. Po ukończeniu całej drogi możemy brać udział w normalnych zawodach olimpijskich takich jak chociażby slalom gigant. Oczywiście wszystko w klimacie nadchodzącego Olimpiady, czyli specjalnie przygotowana trasa, punktacja, mierzenie czasów czy też sam hud zmieniony pod kolorystykę wydarzenia.

Japonia to doznanie samo w sobie, który każdy musi przeżyć 🙂

Steep to świetnie przeżycie. Dostajemy prostą w założeniach grę, gdzie to my decydujemy co robimy i w jakiej kolejności. Swoboda oraz satysfakcja płynąca z beztroskiego szusowania po najpiękniejszych stokach na świecie to doznanie, który powinien przeżyć każdy. Gra była dla mnie sporą niespodzianką i jak już pisałem na samym wstępie, brawa dla Ubi, że potrafią wypuścić coś innego niż kolejnego tasiemca z nudną jak dętka fabułą 🙂 Jeśli macie kupować grę to koniecznie cały pakiet, DLC są naprawdę warte ogrania, dają sporą dawkę śmiechu, wyzwania oraz pozwalają odrobinę poczuć klimat tego co przechodzą sportowcy przed każdą Olimpiadą.

Plusy:

+ swoboda działania,
+ wykonanie każdej z gór,
+ wyzwania, które nie nudzą,
+ kustomizacja naszej postaci,
+ DLC, które warto ograć,

 

Minusy:

 miejscami tekstury rodem z ery PS2,
 niektóre trasy są dość frustrujące,
 always online…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.