LocoRoco 2 Remastered – Opinia

‚Livin’ la vida LocoRoco.


Materiał zrealizowany dzięki uprzejmości Sony PlayStation Polska.

 

Po średnio udanej przygodzie z Patapon do LocoRoco 2 podchodziłem z lekką rezerwą. Moim punktem startowym przenośnych konsol Sony była Vita, więc ominęły mnie wszystkie perełki PSP. Dzięki modzie na remastery, dostałem jednak okazję na poznanie przynajmniej niektórych z nich. Zgodnie z moją niepisaną tradycją, przeskoczyłem remaster pierwszego LocoRoco i rzuciłem się prosto w wir odświeżonej wersji drugiej gry serii.

W grze sterujemy stadkiem kolorowych stworków, tytułowych LocoRoco. Każdy poziom rozpoczynamy tylko z jednym przedstawicielem, lecz w trakcie rozgrywki możemy powiększyć gromadkę poprzez zjadanie pomarańczowych kwiatów do maksymalnie 20 osobników. Na początku do wyboru jest standardowy – żółty i okrągły – rodzaj LocoRoco, lecz wraz z pokonywaniem kolejnych poziomów gra pozwala na odblokowanie innych ‚gatunków’. Nie wpływają one w żaden sposób na samą rozgrywkę, lecz mogą stanowić pewnego rodzaju urozmaicenie. Sterowanie polega na wciskaniu triggerów, aby obracać świat gry w lewo lub prawo, co powoduje, że LocoRoco zaczynają toczyć się w odpowiednim kierunku. Wciśnięcie obu przycisków na raz wymusza skok kolorowej gromadki. Dodatkowo, wciskając kółko, możemy rozbić zbitą grupę LocoRoco na poszczególne jednostki, co jest niezbędne przy pokonywaniu niektórych przeszkód. Na tym kończy się opis właściwej mechaniki gry. Podczas przechodzenia poziomów możemy, oprócz wspomnianych kwiatków, zbierać różowe muszki oraz nutki. Pierwszy rodzaj znajdziek służy za walutę, którą można płacić za dostęp do mini-gierek. Drugi rodzaj, za każde 100 zebranych sztuk w danym poziomie, odblokowuje jakieś ułatwienie, które pomoże przy kolejnym przechodzeniu levelu, na przykład mapę czy większy promień pochłaniania muszek.

„Aaaaaaaaaaaa”, krzyknął Tarzan.

Gra próbuje usprawiedliwić nasze poczynania w jej świecie opowieścią o inwazji złego Bon Mucho na świat LocoRoco, lecz ja dość szybko pogubiłem się wśród nazw typu MuiMui czy Nyokki i skupiłem się na samej rozgrywce. W głównej kampanii gra oferuje ponad 25 poziomów, różniących się między sobą klimatem, muzyką, oraz spotykanymi wrogami. Pod względem audiowizualnym wszystko jest jak najbardziej na swoim miejscu. Radosne piosenki towarzyszą nam przez całą grę i jest kolorowo i wesoło, nawet w ‚straszniejszych’ poziomach. Oprócz właściwych poziomów, mamy do dyspozycji kilka mini-gierek, odblokowywanych w trakcie kampanii, oraz specjalną lokację – Domek MuiMui – którą możemy rozbudowywać, korzystając ze znajdywanych podczas zwykłej gry surowców. Zestaw dopełnia zeszyt z kartkami na znaczki, które również są przyznawane graczowi za osiągnięcia w grze.

Mimo iż nie jest to napisane wprost, jednym z surowców zbieranych przez LocoRoco jest groch.

W tym momencie niektórym z was, tak jak mi, być może zaświeciły się juz światełka ostrzegawcze. 100 nutek aby odblokować ułatwienia w poziomie, w który właśnie gram? Dziesiątki karteczek i znaczków? Surowce do rozbudowywania domku? W zależności od tego, jak chcecie spojrzeć na to wszystko, LocoRoco albo nagradza gracza za przechodzenie w kółko tych samych fragmentów gry, lub zmusza go do robienia właśnie tego, aby odblokować wszystkie możliwe elementy. Ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej kategorii. Wkraczam tu w terytorium uwag, o których wspominałem przy okazji pisania o Patapon. LocoRoco 2, jako gra na PSP, moim zdaniem nie sprawdza się na dużej konsoli. Każdy z poziomów można pokonać w góra kilka minut, lecz bez kilku(nasto)krotnego podejścia nie ma mowy o zdobyciu odpowiedniej liczby surowców, nie mówiąc nawet o znalezieniu i dowiezieniu do końca planszy kompletu 20 LocoRoco. Wybudowanie wszystkich pokojów w Domku MuiMui to dziesiątki godzin spędzone na polowaniu na odpowiednie surowce, w odpowiednich planszach, które losowo uzyskuje się od konkretnych przeciwników. To wszystko zdecydowanie nadaje się na przejażdżki metrem między domem a pracą czy szkołą, gdzie każdego dnia można poświęcić kilkanaście lub kilkadziesiąt minut na przejście kilku poziomów. Powolny postęp i wszechobecne grindownie nie są w takim scenariuszu problemem, gdyż głównym celem takiej gry jest zanurzenie się w kolorowym, rozśpiewanym świecie LocoRoco podczas szarych poranków i wieczorów spędzanych w komunikacji miejskiej. Przeniesienie tego przeżycia na kilkudziesięciocalowy telewizor i rozgrywanie na dużej konsoli kilkugodzinnych sesji nie działa już tak samo dobrze. Co ciekawe, Sony chwali się tym, że LocoRoco zostało zoptymalizowane pod PS4 Pro, aby wspierać rozdzielczość 4K. Nie wydaje mi się czy gdybym miał okazję zagrać w ten tytuł z taką liczbą pikseli, zmieniłoby to moje nastawienie.

Proszę otworzyć szeroko gardło i zaśpiewać.

Nie jestem też pewien czy mogę obiektywnie polecić tę grę osobom, które nie miały z nią wcześniej styczności. Obstawiam, że fani serii z czasów PSP chętnie sięgną po odświeżoną wersję, chociaż obstawiam, że gdyby okurzyli swoją przenośną konsolkę ich doświadczenie nie różniłoby się diametralnie od tego, co czeka ich na PS4. Większość ‚nowych’ raczej miło spędzi z LocoRoco 2 kilka godzin niezbędnych do przejścia podstawowych poziomów. Jednak bardzo ograniczona różnorodność mechaniki gry, krótkie poziomy, i konieczność przechodzenia ich wielokrotnie, może zniechęcić część z nich, tak jak zniechęciło mnie.

 

PLUSY:
+ kolorowe, zróżnicowane artystycznie poziomy,
+ wesoły, rozśpiewany klimat,

 

MINUSY:
prostota mechaniki gry,
powtarzalność rozgrywki,
festiwal grindowania,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.